Nie ma tu przesady i zbędnego patosu. Nie ma tu też udawania czegoś, czym się nie jest. Jest solidna dawka agresji, która w pewnym sensie wystarcza, aczkolwiek wydaje się być kontrolowana...
Jest coś magnetycznego w twórczości najważniejszych reprezentantów sceny NOLA, a każdy czerpie tu z własnych doświadczeń, dorzucając innych składników do magicznego kociołka...
Epickie momenty równoważą się z bardziej wyciszonymi a całość, dzięki naturalnej produkcji, płynie przez te pięćdziesiąt kilka minut niespiesznie fundując nam prawdziwie eskapistyczną podróż na daleką, Wieczną Północ...
Wydaje się, że zespół tworzy przede wszystkim z myślą o występach na żywo. Utwory są chwytliwe, mają ciekawe breakdowny i momenty, w których można rytmicznie potrząsać czupryną...
Nie jest jedynie sentymentalnym echem młodości, ale krążkiem utkanym z dobrych, chwytających za serce kompozycji, które nie zestarzały się nic a nic...
Obudziłem się i zrobiło mi się smutno, że został tylko jeden dzień i znowu trzeba czekać cały rok na kolejną edycję. Piątkowy dzień wykorzystałem do maksimum, więc w sobotę nie mogło być inaczej...
Pochmurny piątek od rana nastrajał na nowoorleańskie klimaty, więc aura w zasadzie akuratna względem tego, co mnie tego dnia interesowało na festiwalu...