AngielskiPolski
Koszyk 0
Twój koszyk jest pusty...
Strona główna » Blog » Koncerty » Mystic Festival 2026 - Dzień 4 - 06.06.26 (Relacja)
  • sauron

Prześlij nam swój adres e-mail, a my powiadomimy Cię o nowych produktach, najlepszych cenach, promocjach i wyprzedażach.

 
  • Ilość produktów: 395
  • Ilość kategorii: 33
  • Ilość promocji: 38
  • Ilość nowości: 28
  • Aktualnie klientów na stronie: 5
  • Sklep odwiedziło: 1292606 klientów
  • Sklep działa od: 09-01-2015

Mystic Festival 2026 - Dzień 4 - 06.06.26 (Relacja)

Autor: Łukasz Sarnacki Data dodania: 07-06-2026 Wyświetleń: 552

alt

Mystic Festival 2026 - Dzień 4 - 06.06.26 (Relacja)

Stocznia Gdańska, 06.06.2026

Obudziłem się i zrobiło mi się smutno, że został tylko jeden dzień i znowu trzeba czekać cały rok na kolejną edycję. Piątkowy dzień wykorzystałem do maksimum, więc w sobotę nie mogło być inaczej.

Zacząłem od Park Stage i EVERGREY - mój must see festiwalu i jeden z ukochanych zespołów ever. Znowu mi nie do końca pasowało brzmienie. Tym razem gary grały soczyście, ale były zdecydowanie za głośno, bo chowała się pod nimi cała reszta, poza wokalem. Nie mogę pojąć, co jest w tym roku na rzeczy, ale zdecydowanie większość moich faworytów na Park Stage brzmi problematycznie. Mimo to, był to dobry start. Znam repertuar EVERGREY na wylot, więc co nie dosłyszałem to sobie „dowyobrażałem”. Niestety, EVERGREY to taki band, który mimo wieloletniego stażu, wyżej już chyba nie podskoczy. Mają swoich fanów, ale na wczorajszym koncercie wyraźnie było widać, że większość uczestników to przypadkowi gapie. Duży plus za ogólną wizualną produkcję koncertu, która z lekkością broniła się mimo pełnego słońca.

alt


Nieco łutem szczęścia, z racji nieobecności STATIC-X, na głównej scenie po chwili pojawiło się nasze polskie, legendarne TURBO. Szacunku wobec nich mam dużo, ale nigdy nie byłem fanem, więc był to dla mnie przystanek pozbawiony jakichkolwiek emocji. Potem stanąłem przed dylematem czy chcę zostać do końca i zobaczyć Grzegorza Kupczyka z TURBO czy Phila Anselmo ze SCOUR.

alt


Niewiele się zastanawiając postawiłem na to drugie i wartkim krokiem udałem się na Desert Stage. Odkąd sięgam pamięcią, zawsze zupełnie mi nie podchodziły te eksperymenty Anselmo z ekstremą, typu VIKING CROWN czy EIBON. Ze SCOUR jest jakby nieco lepiej, ale to wciąż nie jest muzyka, która jakkolwiek uderza w mój czuły punkt. Koncert też tego nie zmienił. Muzycznie nie mam się do czego przyczepić, ale widać było, że zespół z Philem raczej za często prób nie grywa. Nie zapamiętałem z tego występu absolutnie nic poza Philem śpiewającym z kartek i basistą DOWN wbiegającym na scenę po każdym utworze i doczepiającym kostki do pick holdera.

alt

O ile jestem trochę uczulony na disco metal tak PAIN, jak i wszystko, czego się dotknie Peter Tägtgren łykam bez popitki. Ależ mi dobrze zrobił ten radosny epizod wczorajszego dnia. Od początku do końca stałem zachwycony. Obserwując ich występ zacząłem się zastanawiać gdzie jest granica kiczu i żenady. Do którego momentu coś jest fajne, a od którego staje się wiochą? Dlaczego to, co u jednych traktuje się, jako zdystansowanie i wprowadzenie elementu luzu, u drugich z marszu naraża się na obsmarowanie rzadkim kałem? Nigdy się nie dowiem.

alt

Obserwując pogodę przed wyjazdem miałem nadzieję, że natura mi znów nie pokrzyżuje planów i suchy, najedzony, szczęśliwy, bogaty i umyty wreszcie zobaczę MASTODON. Pierwsza i jedyna bezskuteczna próba dokonała się na IMPACT FESTIVAL w 2013 kiedy to ulewa dosłownie zmyła ich ze sceny. Potem jakoś zawsze się mijaliśmy. Zespół po rozstaniu i późniejszej śmierci Brent’a Hinds’a wychodzi z tego nie najgorzej, choć kogoś tak charyzmatycznego po prostu nie da się zastąpić. Dużo się mówi o tym, że MASTODON wypada średnio na żywo, zwłaszcza ze względu na wokale. Wczoraj wszystko grało jak należy. Dla mnie Brann Dailor jest i tak przekotem, że gra tak pięknie na bębnach i do tego śpiewa. Setlista super, oprawa uboga, ale przynajmniej jakaś była i fajnie wprowadzała w psychodeliczny nastrój. Podobało mi się.

alt


Oglądając SEPTICFLESH ze szczęką rozsypaną po ziemi zacząłem się zastanawiać dlaczego ja w ogóle nie słucham tego zespołu. Ale po chwili sobie przypomniałem, że to pewnie przez ból dupy, że Kerim (perkusista) gra tak pięknie, i że ja tak nigdy nie będę. Wspaniały jest ten malutki Austriak. Uważam, że jest jednym z najlepszych perkusistów naszego pokolenia i chylę czoła przed jego talentem. No i co ważne, sound koncertu SEPTICFLESH w pełni oddawał jego perkusyjnego skilla. Jak to pięknie brzmiało! A jak scena pięknie wyglądała! A jakie światła! To było tak smaczne, że do teraz nie mogę uwierzyć i zrozumieć gdzie ja ku*wa byłem przez te wszystkie lata?

alt


Następnym przystankiem był SAXON na Park Stage. Jestem pod kolosalnym wrażeniem w jakiej scenicznej kondycji są ci weterani heavy metalu. „Tiktok NIE! Facebook NIE! Spotify NIE! Vinyls TAK!” - tak w skrócie zgromadzonej młodszej części publiczności 75-letni (!!!) Biff Byford opowiedział o latach ‘80. Niestety, nałożyło się za dużo interesujących mnie atrakcji w tym samym czasie, więc po kilku utworach udałem się na Sabbath Stage, by na chwilę znaleźć się w piekle.

alt


Ku memu zdziwieniu wszedłem do B90 na totalnym luzie i stanąłem dosłownie zaraz pod sceną. Był to dla mnie ważny moment tegorocznego Mystic, bo „Braiding The Stories” GAAHLS WYRD to moja bezapelacyjna płyta roku 2025. Koncertowo mam mieszane odczucia. Z jednej strony stałem oczarowany dźwiękami i aurą jaką wokół siebie roztacza Gaahl. Z drugiej natomiast, nie mogę się przekonać do panujących w tym klubie warunków, które mi odbierają całą przyjemność. W tym roku zaszedłem tam tylko dwa razy i za każdym razem scena była tak zadymiona, że praktycznie nie było widać nie tylko perkusisty, ale i generalnie całego zestawu perkusyjnego. W tle ledwie ćmił się backdrop z okładką „GastiR - Ghosts Invited” , ale przez większość czasu w ogóle go nie było widać. Nie potrafię pojąć idei takiego zadymiania sceny. Cały wizualny aspekt robi się szary i nudny. W takich warunkach świetlik też staje się stosunkowo zbędny. Planowałem zostać do końca, ale w połowie jednak odpuściłem i pomaszerowałem na Main Stage zobaczyć, co tym razem wymyślił Nergal.

alt


Wiedziałem, że BEHEMOTH stanie na wysokości zadania i dostarczy show na miarę headlinera głównej sceny. Ten zespół nie przebiera w środkach i nie szczędzi grosza na produkcję występów. Sporo wiem o tym jak to wygląda od środka i ile osób pracuje przy tych czterech gościach grających na scenie. To nie są tanie, ani proste sprawy. Ten występ był dla BEHEMOTH ważny z kilku powodów. 35 lat działalności i koncert, przed taką publicznością, w mieście gdzie wszystko się dla nich zaczęło - to prawdziwe ukoronowanie kariery. Widziałem ich z 70 razy, i choć zawsze potrafili przesunąć granice tam, gdzie się wydawało, że bardziej się już nie da, to to co zobaczyłem wczoraj autentycznie mnie zaskoczyło. Oczywiście ogrom ogni, dymów, piękne światła - tu zero niespodzianek. Ale patent z przeniesieniem sceny na budę realizatorów był tym, czego się chyba nikt nie spodziewał. Można BEHEMOTH lubić lub nie. Można Nergala szanować za upór i konsekwencje, ale można też z niechęcią traktować jego umiejętne wyskakiwanie ludziom z lodówek. Jednak jednego im nie można odebrać. Zrobili coś, co nie udało się nikomu w tym kraju. Grając niezwykle ekstremalną formę metalu doszli do takiego punktu w karierze, o którym wszyscy możemy tylko marzyć. Pierdzenie pod nosem, że BEHEMOTH to szmira jest typowym dla tego kraju skamleniem cierpiących na ból dupy małych człowieczków, którym nic w życiu nie wyszło. Bo wcale nie trzeba ulegać marketingowym chwytom, słuchać ich płyt i wynosić pod niebiosa, ale za to co zrobili należy im się choć odrobina szacunku. Ja jestem dumny.

Z uczuciem rozpierającej radości pomaszerowałem na THE GATHERING. Był to dla mnie bardzo ważny koncert i jeden z najbardziej wyczekiwanych na MYSTIC. Od połowy lat ‘90 jestem fanem tego zespołu, a możliwość usłyszenia utworów z „Mandylion” z Anneke van Giersbergen za mikrofonem była dla mnie prawdziwym spełnieniem szczenięcych marzeń. Nie mogę się nacieszyć tym występem. Anneke śpiewa niezmiennie PRZEPIĘKNIE i tak jakby czas się dla niej zatrzymał. Szkoda tylko, że bębny brzmiały jak na finale WOŚP w domu kultury w Hajnówce, ale poza tym cudownie. Ożyły wspomnienia i sentymenty. Na koniec koncertu wybrzmiał cudowny „Sarurnine” zaśpiewany przez bardzo pokaźny tłum zgromadzony pod sceną. Widać było, że zespół nie spodziewał się takiego przyjęcia, a Anneke była autentycznie wzruszona. Ja sam jestem dość mocno zaskoczony, że tak wiele osób wciąż pamięta i lubi THE GATHERING. Wspaniałe zakończenie czwartego dnia oraz całego festiwalu. „Saturnine” poza wieloma wspomnieniami, jakie we mnie wywołuje, teraz będzie mi się także kojarzyć z ostatnimi chwilami na tegorocznym najpiękniejszym festiwalu świata.

alt


Koncert dnia? BEHEMOTH - zostałem pozamiatany. To, co zobaczyłem zostanie mi w głowie na zawsze.

Do zobaczenia za rok!

Łukasz "Icanraz" Sarnacki


Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Koncerty

Reklama

Bestsellery

Newsletter

 

Korzystanie z tej witryny oznacza wyrażenie zgody na wykorzystanie plików cookies. Więcej informacji możesz znaleźć w naszej Polityce Cookies.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu