LEX LEGION - "Lex Legion" (2026)
Autor: Łukasz Sarnacki
Data dodania: 19-06-2026
Wyświetleń: 547
LEX LEGION - "Lex Legion" (2026)
MNRK Heavy
Bywam sceptyczny względem takich projektów. Często uderza mnie myśl, na ile powstaje to z potrzeby serca, twórczej realizacji, sprostaniu ambicji, a ile w tym biznesowego sznytu? Z podobnym dystansem czytałem pierwsze newsy o kolejnej supergrupie. W mediach wrzało, że LEX LEGION ma być niby czymś na znak zapchajdziury w oczekiwaniu na nowy album KING DIAMOND. No pewnie, pomyślałem, najprościej omotać fanów takimi hasłami, których stworzenie przychodzi z niebywałą łatwością, no, bo koniec końców każdy chce przecież sprzedać produkt. Proste. W dodatku skład zespołu przecież sam podsuwał marketingowe selling points. Dla mnie to był podwójny krok w tył i próba wyciągnięcia od ludzi hajsu z portfeli.
Ciekawość jednak zwyciężyła i odpaliłem klip do „Sleep Eternally” . Wątpliwości zostały rozwiane już po kilku taktach. Uderzyła mnie przede wszystkim niebywała świeżość bijąca z tego singla. Niby nic nowego, a wzięło i rzuciło mnie na podłogę. Ale nie sama świeżość była tu czymś, co chwyciło mnie za fraki. Poziom aranżacyjno-wykonawczy to kolejny bezdyskusyjny plus. Brzmiało to, jak coś zrobionego z energią i z potrzeby serca. Moje wątpliwości zostały rozwiane. Czekałem na całość.
Album dojechał do mnie w dniu premiery (12.06.2026) - brawo Mystic Prod. - więc pierwsze przesłuchanie było w 100% premierowym. Pomijając fantastyczne singlowe „Sleep Eternally” oraz (nieco mniej porywające) „Gypsy Tears” cały album trzyma bardzo wyrównany poziom. Doświadczenie muzyków jest tu chyba najmocniejszym atutem. W każdej sekundzie czuć, że obcujemy z produktem dostarczonym przez ludzi, którzy żyją i oddychają muzyką. Metal wysokiej klasy w dzisiejszych czasach nie jest niczym szczególnie zaskakującym. Granice możliwości muzyków i realizatorów, a także rozwój technologiczny, potrafią czynić cuda, dzięki czemu wielu średniaków na płytach brzmi po prostu pro. LEX LEGION przez całą długość swojego debiutanckiego krążka idzie o krok dalej. To jest klasyczny metal klasy PREMIUM, zagrany bez udziwnień, z wyraźnym ukłonem w stronę heavy metalu lat ‘80-tych. Nikt tu nie wymyśla koła na nowo, ale na tym albumie zupełnie nie o to chodzi.
Muzycznie „Lex Legion” oczywiście dość często przywołuje skojarzenia z twórczością KING DIAMOND i to ani nie dziwi, ani nie zaskakuje - takie przecież miało być. Ale jest tu dużo więcej dobrego. Gdzieniegdzie ćmią echa NEVERMORE, QUEENSRYCHE, ICED EARTH czy SAVATAGE. Choć z okładki spoglądają na nas twarze facetów w bardzo słusznym wieku, to śladu zmęczonego dziad metalu nie ma tu wcale. To album kipiący energią, jakiej często próżno szukać w nagraniach zmanierowanej młodzieży. Brawo!
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Recenzje
LEX LEGION - "Lex Legion" (2026)
MNRK Heavy
Bywam sceptyczny względem takich projektów. Często uderza mnie myśl, na ile powstaje to z potrzeby serca, twórczej realizacji, sprostaniu ambicji, a ile w tym biznesowego sznytu? Z podobnym dystansem czytałem pierwsze newsy o kolejnej supergrupie. W mediach wrzało, że LEX LEGION ma być niby czymś na znak zapchajdziury w oczekiwaniu na nowy album KING DIAMOND. No pewnie, pomyślałem, najprościej omotać fanów takimi hasłami, których stworzenie przychodzi z niebywałą łatwością, no, bo koniec końców każdy chce przecież sprzedać produkt. Proste. W dodatku skład zespołu przecież sam podsuwał marketingowe selling points. Dla mnie to był podwójny krok w tył i próba wyciągnięcia od ludzi hajsu z portfeli.
Ciekawość jednak zwyciężyła i odpaliłem klip do „Sleep Eternally” . Wątpliwości zostały rozwiane już po kilku taktach. Uderzyła mnie przede wszystkim niebywała świeżość bijąca z tego singla. Niby nic nowego, a wzięło i rzuciło mnie na podłogę. Ale nie sama świeżość była tu czymś, co chwyciło mnie za fraki. Poziom aranżacyjno-wykonawczy to kolejny bezdyskusyjny plus. Brzmiało to, jak coś zrobionego z energią i z potrzeby serca. Moje wątpliwości zostały rozwiane. Czekałem na całość.
Album dojechał do mnie w dniu premiery (12.06.2026) - brawo Mystic Prod. - więc pierwsze przesłuchanie było w 100% premierowym. Pomijając fantastyczne singlowe „Sleep Eternally” oraz (nieco mniej porywające) „Gypsy Tears” cały album trzyma bardzo wyrównany poziom. Doświadczenie muzyków jest tu chyba najmocniejszym atutem. W każdej sekundzie czuć, że obcujemy z produktem dostarczonym przez ludzi, którzy żyją i oddychają muzyką. Metal wysokiej klasy w dzisiejszych czasach nie jest niczym szczególnie zaskakującym. Granice możliwości muzyków i realizatorów, a także rozwój technologiczny, potrafią czynić cuda, dzięki czemu wielu średniaków na płytach brzmi po prostu pro. LEX LEGION przez całą długość swojego debiutanckiego krążka idzie o krok dalej. To jest klasyczny metal klasy PREMIUM, zagrany bez udziwnień, z wyraźnym ukłonem w stronę heavy metalu lat ‘80-tych. Nikt tu nie wymyśla koła na nowo, ale na tym albumie zupełnie nie o to chodzi.
Muzycznie „Lex Legion” oczywiście dość często przywołuje skojarzenia z twórczością KING DIAMOND i to ani nie dziwi, ani nie zaskakuje - takie przecież miało być. Ale jest tu dużo więcej dobrego. Gdzieniegdzie ćmią echa NEVERMORE, QUEENSRYCHE, ICED EARTH czy SAVATAGE. Choć z okładki spoglądają na nas twarze facetów w bardzo słusznym wieku, to śladu zmęczonego dziad metalu nie ma tu wcale. To album kipiący energią, jakiej często próżno szukać w nagraniach zmanierowanej młodzieży. Brawo!
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Recenzje








