AngielskiPolski
Koszyk 0
Twój koszyk jest pusty...
Strona główna » Blog » Recenzje » MORTIIS - "Ghosts of Europa" (2026)
  • sauron

Prześlij nam swój adres e-mail, a my powiadomimy Cię o nowych produktach, najlepszych cenach, promocjach i wyprzedażach.

 
  • Ilość produktów: 395
  • Ilość kategorii: 33
  • Ilość promocji: 38
  • Ilość nowości: 28
  • Aktualnie klientów na stronie: 4
  • Sklep odwiedziło: 1292656 klientów
  • Sklep działa od: 09-01-2015

MORTIIS - "Ghosts of Europa" (2026)

Autor: Łukasz Sarnacki Data dodania: 19-08-2026 Wyświetleń: 283
alt

MORTIIS - "Ghosts of Europa" (2026)
Prophecy Productions

MORTIIS to jeden z tych artystów, którzy w kontrze do panujących trendów, odważnie podążają za swoją muzyczną wizją. To także jeden z tych artystów, których dokonania nigdy nie były moim pierwszym wyborem, choć kiedy już po nie sięgam, to zawsze sprawiają mi dużo radości i trafiają w sedno moich preferencji. Jak więc tłumaczyć fakt, że ostatnim albumem norweskiego trolla, któremu faktycznie poświęciłem czas i uwagę był „The Smell Of Rain” z 2001 roku? 

Nie zrozumcie mnie Państwo źle. To nie jest tak, że obraziłem się wówczas na MORTIISa za te taneczne klimaty, dlatego zostawiłem w cholerę wszystko, co później wydał. Nie nie nie. Wspomniany „The Smell Of Rain” zrobił mi faktycznie kuku, ale bardzo pozytywne. Po tych wszystkich dungeon synth’owych smętach, które mają dla mnie ogromną wartość sentymentalną, był to prawdziwy powiew świeżości ukazujący zupełnie inne, zaskakujące oblicze tego wykonawcy. Z jednoosobowego projektu MORTIIS przerodził się w regularny 4-osobowy zespół występujący na żywo. Lubiłem to, słuchałem ochoczo.  

Dlaczego nie sięgnąłem po żaden późniejszy krążek? Nie mam pojęcia. Brak czasu? Brak chęci? Brak tego specyficznego przyciągania? Pewnie wszystkiego po trochu. Mamy rok 2026 - minęło ćwierć wieku (!!!), ukazał się album „Ghosts Of Europa” , a ja …zaliczyłem z nim lekki falstart. 

Nie chcę być źle zrozumiany, więc wejdę na chwilę w skrajnie detaliczną analizę. Otóż są takie elementy w muzyce, które sprawiają, że chowam głowę w ramiona, odwracam się od głośników, a na twarzy maluje mi się grymas niesmaku. No i właśnie takie rozwiązanie, powodujące we mnie wszystkie te reakcje na raz, pojawia się w singlowym utworze numer jeden na omawianym dziś albumie. Gdy to usłyszałem, natychmiast wyłączyłem i uciekłem od tej płyty najdalej jak mogłem. Chodzi o modulacje wokalne w utworze tytułowym (dokładnie od 1:56 oraz od 4:18). Nic nie poradzę - nie lubię takich dźwięków i brzmień - koniec. I najgorsze, że to nawet nie jest obojętność, tylko skrajna niechęć, obrzydzenie wręcz. I jeszcze na dokładkę mamy to w pierwszym utworze na płycie, DWUKROTNIE! Kumulacja!

Od premiery minęło już trochę czasu, gdy zasłuchiwałem się w „Far From God” MOONSPELL (jak na ten moment dla mnie płyta roku), tu i ówdzie ktoś coś wrzucał o nowej płycie MORTIIS, i to w samych superlatywach. Jak za starych czasów przeczytałem recenzję, którą spisał Przemek z Welcome To The Morbid Blog. Przemka znam osobiście, rozmawialiśmy kilka razy o muzyce i mam wrażenie, że w tej kwestii dość dobrze się rozumiemy. To był impuls, aby dać tej płycie szansę. Wiedząc już, co mnie czeka w pierwszym utworze postanowiłem twardo przez to przebrnąć. Tym bardziej, że poza tym jednym (co prawda powtórzonym dwa razy) fragmentem, utwór tytułowy jest po prostu dobry. 

No i co tu dużo gadać? Tego to się nie spodziewałem. Album mnie oczarował, bo nie jest jedynie piosenkowym electro-goth-synth-czymkolwiek, ale ma wiele fragmentów tak kojących, otulających wręcz, że zwyczajnie wspaniale się przy nim wyciszam i relaksuję. Malujące pejzaże i przenoszące w nieznane krainy „Return To The Old Fields” czy długa pierwsza część „Transcending Morpheus” przeplatają się z hiciarskimi „The Faith That Fades Away” czy moim prywatnym hitem lata 2026 „Tundra, Heart Of Hell” hehe. Ten album nie wpada ani na chwilę w stadium męczenia buły. Nie ma w nim rozwiązań sprawiających wrażenie pozbawionych pomysłu. Wszystko ma swoje miejsce i bardzo dobrze się tego słucha od początku (o tym za chwilę) do końca. 

No właśnie. Trochę się już oswoiłem z tym pierwszym utworem i zacząłem odwracać uwagę od muzyki w momencie kiedy pojawia się ten nieszczęsny fragment. Chcę ten album traktować całościowo i faktycznie wtedy smakuje najlepiej. 

Rok temu widziałem MORTIISa na żywo na SUMMER DYING LOUD podczas recitalu w Krypcie (czyt. mała scena). Wystąpił wtedy ze swoim materiałem z ery dungeon-synth’owej. Zmyliło mnie to trochę, bo myślałem, że „Ghosts Of Europa” będzie albumem w takim właśnie stylu. Dobrze, że nie jest, bo wyszła z tego po prostu bardzo udana płyta. 

Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na oprawę graficzną, okładkę, zdjęcia. Mamy tu styczność z wyższą sztuką. Całość świetnie koreluje z muzyką tworząc spójny koncept podkreślający wzajemnie swoje atuty. To kolejny dowód na to, jak ważne są wszystkie elementy składowe takiego wydawnictwa. Widać w tym dbałość o detale, brak przypadkowości, pomysł. Wspaniale, że w czasach streamingów i spychania muzyki do kategorii tanich, czy wręcz darmowych rozrywek, wciąż są artyści, którzy stoją na straży sztuki w trosce o kompleksową, jakość oferowanego produktu. 

Wchodząc na chwilę w delikatną prywatę, nadmienię też, że miło jest widzieć nazwisko Michał Kiełbasa w creditsach do tej płyty. Kilka lat wstecz zderzyliśmy się kilkukrotnie na muzycznym szlaku i pracowaliśmy przy koncertach VIRGIN SNATCH, w którym wówczas grałem. Wspaniale jest widzieć jak rozwija się ścieżka muzyczna Michała. Wspieram i gratuluję.

Czy „Ghosts Of Europa” ma szansę stać się moją płytą roku? Tego nie mogę być pewny, ale jestem przekonany, że w pierwszej 10 znajdzie się dla niej miejsce. Spróbujcie Państwo sami. Jest to bardzo smakowita rzecz.
 

 

Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Recenzje

Reklama

Bestsellery

Newsletter

 

Korzystanie z tej witryny oznacza wyrażenie zgody na wykorzystanie plików cookies. Więcej informacji możesz znaleźć w naszej Polityce Cookies.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu