AngielskiPolski
Koszyk 0
Twój koszyk jest pusty...
Strona główna » Blog » Recenzje » MARILYN MANSON - "One Assassination Under God - Chapter 2" (2026)
  • wrzesien

Prześlij nam swój adres e-mail, a my powiadomimy Cię o nowych produktach, najlepszych cenach, promocjach i wyprzedażach.

 
  • Ilość produktów: 400
  • Ilość kategorii: 33
  • Ilość promocji: 38
  • Ilość nowości: 33
  • Aktualnie klientów na stronie: 7
  • Sklep odwiedziło: 1307631 klientów
  • Sklep działa od: 09-01-2015

MARILYN MANSON - "One Assassination Under God - Chapter 2" (2026)

Autor: Łukasz Sarnacki Data dodania: 20-09-2026 Wyświetleń: 208
alt

MARILYN MANSON - "One Assassination Under God - Chapter 2" (2026)
Nuclear Blast Records

"One Assassination Under God - Chapter 2” jest, jak sama nazwa wskazuje, drugą częścią historii przedstawionej światu pod koniec 2024 roku. W zasadzie obie te płyty to kompozycje zarejestrowane podczas jednej sesji nagraniowej, w związku, z czym uznałem, że warto zestawić je razem i potraktować całościowo. 

Nie zamierzam rozpisywać się o cudownym przebudzeniu starych muzycznych, ale i behawioralnych nawyków naszego dzisiejszego bohatera, bo to wątek wyeksploatowany przez użytkowników internetu maści wszelakiej przy okazji pierwszej części „OAUG” . Pochylmy się za to nad muzyką i jej zapleczem. 

Nie ma co się czarować - omawiany album jest niemal tak dobry, jak jego pierwsza część. Jest w tym dużo starego MANSONA, dobre, fajnie zagrane i zaaranżowane kompozycje okraszone lirycznym contentem, który w dzisiejszych czasach na nikim już nie robi przesadnego wrażenia. Dobrze się tego słucha, ale czy faktycznie jest to najlepszy album od czasu „Mechanical Animals” (1998) jak twierdzą niektórzy? To już gruba przesada. Nie zapominajmy, że po drodze był jeszcze wspaniały „Holy Wood” (2000).

Rozumiem podnietę, bo nawet bardzo dobry „We Are Chaos” (2020) nie był tak dobry jak „OAUG1&2” , ale nie popadajmy w paranoję. Zespół (umyślnie używam tego słowa, ale o tym za chwilę) MARILYN MANSON był niegdyś niczym rozwścieczony doberman zerwany z łańcucha. Dziś jest dostojnym, eleganckim, dobrze ułożonym projektem solowym artysty, który nie ma już stabilnego składu, bo go wcale nie potrzebuje. Mamy innych ludzi w studiu, a innych na scenach koncertowych. Kompozycje od strony muzycznej to dzieło producenta i gitarzysty Tyler’a Bates’a, który od jakiegoś czasu już nie figuruje w szeregach MARILYN MANSON band. Oczywiście rozumiem, że w dobie streamingów mało, kogo interesują personalne fakty, ale mnie interesują i nieco rzutują na całokształt. Rozumiem też, że wyrazistość lidera jest tu kluczowa, i w zasadzie może on sobie dobierać ludzi jak chce, choć to w przeszłości odbijało się, na jakości oferowanych albumów. To on jest elementem wizerunkowym, zbuntowanym głosem pewnego podstarzałego już pokolenia, charakterem, intrygą, kontrowersją. On jest tym, bez czego nie powstałaby żadna kolejna płyta sygnowana tą nazwą. 

Proste. 

OZZY OSBOURNE przez ostatnie ćwierćwiecze swojej solowej kariery robił dokładnie to samo. Najważniejszy był efekt finalny niezależny od kadrowego zaplecza. Płyty się sprzedają, koncerty się sprzedają - wszystko działa. Kogo dziś obchodzi czy na scenie jest ten sam muzyk, który wymieniony jest we wkładce do płyty? Zaciera się uchwycenie charakteru muzyków, którzy mieli realny wpływ na brzmienie danego zespołu. Żyjemy w poczuciu, że każdego da się zastąpić, przez co w konsekwencji ulatuje gdzieś poczucie wyjątkowości poszczególnych osób - ich specyficznego brzmienia i energii przekładanej na instrument. Dziś muzycy są uniwersalni, ulepieni wg narzuconej foremki. Jest to wygodne, ale czy dobre? Hmm…

Słucham „OAUG” z bardzo dużą przyjemnością, więc gdy pominę irytujące mnie fakty personalne, dochodzę do wniosku, że mamy na tapecie bardzo solidny album. Przede wszystkim, to kolejny krążek MARILYN MANSON bez słabych kompozycji. Poważnie - nie potrafię wskazać ani jednej zapchajdziury. Może jest tu odrobinkę mniej chwytliwie niż na części pierwszej, ale to raczej nie jest minus, tylko element różnicujący. 

Bardzo dobre klimatyczne kompozycje ( „Unalive” , „All The Vilest Things” , „The Arsonist” ), przeplatają się z wściekłymi ( „Front Toward Enemy” ) czy wręcz balladowymi („Don’t Answer The Door” , „Enantiomorph” ). Mamy też trochę luźniejsze i bardziej „radiowe” opcje ( „None Of The Suns” , „Lucifer’s Teardrop” ) oraz nieco transowe ( ”Exit Wound” ). Wersja digital posiada dodatkowo dość przebojowy „You Can’t Die Young” . Dlaczego tylko na streamingach? Nie potrafię tego sobie wyjaśnić, ale to nie jest pierwszy raz, gdy spotykam się z czymś takim. Nie lubię… Reasumując - jest to bardzo dobrze skrojony rockowy album, którego nuda się zupełnie nie ima. 

Jestem kapryśnym fanem MARILYN MANSON i absolutnie nie łykam wszystkiego jak leci. Druga część „One Assassination Under God” to album, który potwierdza wysoką formę swojej poprzedniczki i śmiało można je stawiać obok siebie, jako płyty, po które warto sięgnąć. Mnie jednak najbardziej cieszą wyraźne nawiązania do tego, co najlepsze w ponad 35 letniej karierze tego artysty oraz uchwycenie wspaniałej, nieco niepokojącej, ale wciągającej atmosfery.

Czy ten album ma predyspozycje stać się moją płytą roku? Raczej nie. Tym bardziej, że mój kandydat od kilku miesięcy niezmiennie trzyma swoją pozycję. Z pewnością będzie to jednak album, do którego będę raz na jakiś czas chętnie wracał. 

 

Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Recenzje

Reklama

Bestsellery

Newsletter

 

Korzystanie z tej witryny oznacza wyrażenie zgody na wykorzystanie plików cookies. Więcej informacji możesz znaleźć w naszej Polityce Cookies.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu