AngielskiPolski
Koszyk 0
Twój koszyk jest pusty...
Strona główna » Blog » Recenzje » IOMMI – „From the Dark” (2026)
  • sauron

Prześlij nam swój adres e-mail, a my powiadomimy Cię o nowych produktach, najlepszych cenach, promocjach i wyprzedażach.

 
  • Ilość produktów: 402
  • Ilość kategorii: 33
  • Ilość promocji: 36
  • Ilość nowości: 28
  • Aktualnie klientów na stronie: 4
  • Sklep odwiedziło: 1353524 klientów
  • Sklep działa od: 09-01-2015

IOMMI – „From the Dark” (2026)

Autor: Wadim Filiks Data dodania: 28-10-2026 Wyświetleń: 7
alt

IOMMI – „From the Dark” (2026)

BMG

Gdy w zeszłym roku pojawiły się informacje o planowanym powrocie Tony’ego Iommiego do studia, w sieci rozgorzała dyskusja na temat możliwych współprac, jakich podejmie się legendarny gitarzysta Black Sabbath. W dyskusjach nierzadko pojawiały się najbardziej oczywiste kandydatury, takie jak Glen Hughes, Ian Gillan, a nawet Tony Martin. Osobiście miałem dwa typy. Z jednej strony myślałem, że po sukcesie na koncercie „Back to the Beginning” Dominika Richarda Harrisona, znanego pod pseudonimem Yungblud, to właśnie jemu przypadnie zaszczytne miejsce wokalisty na nowej solowej płycie ojca doomu. Trzymałem jednak kciuki za powtórkę z projektu Iommi z 2000 roku, gdzie za mikrofon złapali m.in. Phil Anselmo, Henry Rollins, Billy Corgan czy Serj Tankian.

Wybór padł na postać nie tak znaną, jak wymienione wyżej nazwiska. Jørn Lande to pochodzący z Norwegii wokalista, rocznik 1968, aktywny na scenie muzycznej od 1993 r. Znany głównie z kariery solowej, a także współpracy z wieloma grupami, w tym Masterplan czy Avantasia, Lande na tej płycie dowozi. Towarzyszą mu utalentowana basistka Becky Baldwin (występująca obecnie w Mercyful Fate) oraz perkusista Karl Brazil, którego dorobek artystyczny obejmuje występy live u boku Jamesa Blunta i Robbiego Williamsa (u tego drugiego Iommi zagrał rok temu w numerze Rocket ). Niech nikogo nie zmyli jednak popowe doświadczenie perkmana – na tym krążku bębni niczym rockowy weteran z 30-letnim stażem.

Wszystkie oczy (i uszy) zwrócone są jednak na mistrza riffów, dla którego From the Dark to pierwszy sygnowany własnym nazwiskiem album od 2005 roku. W ośmiu kompozycjach zawartych na tym albumie Tony Iommi udowadnia, że nadal świetnie się czuje we własnym gitarowym świecie. Słuchając kolejnych utworów, odnoszę wrażenie, że muzyk chciał stworzyć swoisty przegląd różnych okresów swojej twórczości.

Otwierający album numer Over the Violent Sun odnalazłby się wśród kawałków z płyty Iommi. Zderzają się tu dwa światy – charakterystyczne doomowe brzmienie gitary i wysokie, typowo heavy metalowe wokale. Black Times odwołuje się do klimatu rodem z Dehumanizer , choć momentami riff przypomina mi o God Is Dead? z płyty 13 . Następnie niczym rozpędzony metalowy pociąg z pełną mocą wjeżdża World Alone , czyli oficjalny singiel promujący From the Dark . Hard rockowy numer to dobry kawałek do radia – niespełna cztery minuty bez wytchnienia i z wokalami inspirowanymi miejscami dokonaniami Ronniego Jamesa Dio, a miejscami Tony’ego Martina.

Mistrz Iommi wraca do zakurzonych piwnic w Beyond the Dead – orkiestracje i chóralny śpiew przypominają o Supertzar z krążka Sabotage, a wolne tempo buduje fantastyczny klimat niczym w When Death Calls z płyty Headless Cross .

Drugą połowę płyty otwiera Stormwatcher , wydany jako drugi singiel na dwa tygodnie przed premierą całego albumu. Biorąc pod uwagę cały materiał na From the Dark , ta kompozycja brzmi najbardziej oryginalnie. Ponadto odnoszę wrażenie, że strona B odważniej zrywa z inspiracjami Sabbathami, choć riffy gitarowe są nie do podrobienia. W Death Wake w roli gościa pojawia się współpracujący już niejednokrotnie z Iommim Brian May. Charakterystyczne brzmienie gitary Red Special ciekawie kontrastuje z customowym SG. Kompozycja nosi znamiona metalowej ballady, co jest sympatyczną odmianą w gąszczu cięższych riffów.

Przedostatni na płycie Return of the Arbalist może i nie zachwyca, ale zamykający całość utwór Legacy to crème de la crème podsumowujący zarówno materiał zebrany na From the Dark , jak i całą twórczość Tony’ego Iommiego. Jørn Lande uwalnia tutaj swojego wewnętrznego Dio, odwołując się do doświadczeń z czasów coverowania Ronalda Jamesa Padavony.

Gdy ostatnie takty prowadzą niechybnie ku końcowi, milkną fanfary, a satysfakcja pozostaje na wysokim poziomie. W moim odczuciu From the Dark należy do tych albumów, które trzeba na spokojnie przetrawić, dać sobie trochę czasu, by oswoić się z materiałem, wsłuchać się we wszystkie niuanse. Tych jest tu sporo, bowiem Iommi mistrzowsko płynie przez różne etapy swojej kariery, w czym z pewnością pomaga mu nieoczywisty wokal Jørna, jakże ciekawie balansujący pomiędzy stylistyką Dio i Martina, ale potrafiący w tym szaleństwie znaleźć własną metodę. 

Nie nazwałbym jednak From the Dark albumem wybitnym. Nie brzmi on też jak ostatnie słowo jednego z największych gitarzystów w historii muzyki metalowej. Tony Iommi pozostawia po sobie… niedosyt. To z kolei dobra wiadomość dla każdego, kto liczy, że 78-letni muzyk ma jeszcze parę asów w rękawie. Jedno jest pewne: ojciec chrzestny heavy metalu nic już dziś nie musi, ale wciąż wiele może – to właśnie najmocniejszy atut nowego wydawnictwa współzałożyciela Black Sabbath.


 

Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Recenzje

Reklama

Bestsellery

Newsletter

 

Korzystanie z tej witryny oznacza wyrażenie zgody na wykorzystanie plików cookies. Więcej informacji możesz znaleźć w naszej Polityce Cookies.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu