AngielskiPolski
Koszyk 0
Twój koszyk jest pusty...
Strona główna » Blog » Recenzje » HORN – „Apokalyps 1618” (2026)
  • sauron

Prześlij nam swój adres e-mail, a my powiadomimy Cię o nowych produktach, najlepszych cenach, promocjach i wyprzedażach.

 
  • Ilość produktów: 395
  • Ilość kategorii: 33
  • Ilość promocji: 38
  • Ilość nowości: 28
  • Aktualnie klientów na stronie: 4
  • Sklep odwiedziło: 1292656 klientów
  • Sklep działa od: 09-01-2015

HORN – „Apokalyps 1618” (2026)

Autor: Fabian Filiks Data dodania: 18-08-2026 Wyświetleń: 311
alt

HORN – „Apokalyps 1618” (2026)
Northern Silence Productions

Ratunku, Niemcy mnie oszukali! Wzięli mnie podstępem i wykorzystali moment, w którym nie patrzyłem… Może się starzeję, ale przez chwilę wydawało mi się, że słucham czegoś kompletnie innego. Że to singiel zwiastujący nową płytę Attic. Przecież sposób, w jaki śpiewa Meister Cagliostro jest tak charakterystyczny, że nie można go pomylić z nikim innym (oprócz Diamentowego Króla rzecz jasna). Gdy jednak zobaczyłem, że numer „Barhout” pochodzi z najnowszej płyty wywodzącego się z Padeborn pagan black metalowego zespołu Horn nie mogłem wyjść ze zdumienia. Nie, żebym był jakimś znawcą twórczości Horn, ale „Barhout” , z tymi idiosynkratycznymi harmoniami nijak mi nie pasował do ich stylu grania. I nie myliłem się, bo dowody na to jak ten numer jest odmienny od reszty programu „Apokalyps 1618” usłyszałoby nawet dziecko. 

Najnowsza płyta Horn nawiązuje stylistycznie do poprzedniczki „Daudswiärk”. Tematycznie koncentruje się wokół początku wojny trzydziestoletniej (1618-1648) oraz legend z niemieckiego folkloru (czy też baśni Braci Grimm). Te wątki są dość ciekawie przedstawione i sprawiają wrażenie, że jedenasta płyta Horn nie jest w żaden sposób dziełem przypadku. „Apokalyps 1618” to trzy kwadranse dobrze wyprodukowanego black metalu, z dużą dozą melodii i powietrza, które sprawia, że jest to, mimo wszystko, dość przystępny album. Na płycie momentami słychać styl grania zbliżony do Mgły (np. w otwieraczu „Die Ahren gleich als mit dem Huf” ). W „At our bleakest”, w którym gościnnie wystąpił Schwadorf z Empyrium, dość czytelne są inspiracje Ulver. Ale Niklas, czyli spiritus movens Horn, nie jest w żaden sposób kopistą. Ten krążek nie stanowi też nostalgicznej podroży do przeszłości. W pewnym sensie to taki gatunkowy i koncepcyjny miszmasz, który dobrze oddaje okładka Timona Kokotta, nawiązująca do obrazów Hieronima Boscha. Nie ma tu jednak przypadkowości. Każdy element ma swoje miejsce i nietrudno znaleźć dla niego uzasadnienie. 

W pewnym sensie brakuje tu może odrobiny szaleństwa, nieprzewidywalności, która jest przecież wyznacznikiem black metalu. W mojej ocenie elementy „pagan” też nie są tu jakoś specjalnie uwypuklone tak jak to miało miejsce na płycie „Turm am Hang” z 2017 roku. Czy jednak z tego powodu „Apokalyps 1618” na tych „brakach” coś traci? Myślę, że nie. Całościowo to bardzo przyzwoity album, który świadczy o pewnej dojrzałości i rozwiniętej świadomości muzycznej Niklasa. Naturalnie dwadzieścia lat doświadczenia na scenie nie jest tu bez znaczenia.

Werdykt? Warto to docenić i dać szansę „Apokalyps 1618” . Myślę, że nie rozczarujecie się tym krążkiem. Kto wie, może dacie się pozytywnie zaskoczyć tak jak ja? 


 

 

Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Recenzje

Reklama

Bestsellery

Newsletter

 

Korzystanie z tej witryny oznacza wyrażenie zgody na wykorzystanie plików cookies. Więcej informacji możesz znaleźć w naszej Polityce Cookies.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu