TROLLDOM – „Tronen” (2026)
Autor: Wadim Filiks
Data dodania: 04-11-2026
Wyświetleń: 123

TROLLDOM – „Tronen” (2026)
Debemur Morti Productions
Od 2015 roku na pewnej znanej platformie wideo działa konto, które powinien znać każdy szanujący się entuzjasta black metalu. Sam staram się z większą lub mniejszą regularnością przeglądać wrzucane tam nowości płytowe, koncentrując się na uploadach z tzw. undergroundu. Niedawno moją uwagę przyciągnęło nowe wydawnictwo projektu Trolldom, a mianowicie trzydziestodwuminutowy materiał sygnowany tytułem Tronen . To jedna z tych płyt, które trafiają w mój czuły punkt już przy pierwszym odsłuchu.
Za sznurki pociąga tu pochodzący ze Szwecji Swartadauþuz, posiadający niezwykle rozbudowane muzyczne CV. Według Encyclopaedia Metallum jest on aktualnie zaangażowany w 28 projektów, odpowiadając za szerokie instrumentarium oraz wokale. W przypadku Trolldom koncentruje się na gitarach i klawiszach, współpracując z czterema innymi muzykami odpowiedzialnymi za wokale, bas, bębny i dodatkowe klawisze. Ponadto na co dzień twórca zajmuje się też miksowaniem, masteringiem, projektowaniem logotypów i layoutów. Prawdziwy polihistor?
Tronen to trzecie pełnowymiarowe wydawnictwo pod szyldem Trolldom, a przy tym mój pierwszy kontakt z twórczością szwedzkiego multiinstrumentalisty. Spośród niedawnych odkryć ten krążek wyjątkowo przypadł mi do gustu, głównie za sprawą bezkompromisowej harmonii pomiędzy melodyjnym i atmosferycznym spojrzeniem na black metal, inspirowanego dokonaniami szwedzkich gigantów z ubiegłego wieku. Nie jest to jednak kolejna marna kopia Dissection, których na rynku jest już dostatecznie dużo.
Swartadauþuz i spółka uraczyli nas sześcioma kompozycjami, składającymi się na nieco ponad trzydzieści dwie minuty rozpędzonego grania. Już pierwsze sekundy są zapowiedzią tego, co czeka nas podczas odsłuchu całości – potężne bębny wspierane przez tnący gęste powietrze bas, ciężkie riffy pomieszane z atmosferycznymi wstawkami oraz melodyjne klawisze, które raz po raz wyróżniają się delikatnością na tle grzmiącej artylerii pozostałych instrumentów. Odrobinę wytchnienia dają krótkie przerwy pomiędzy poszczególnymi utworami, by po chwili znów rzucić słuchacza w paszczę szaleństwa.
Album Tronen prezentuje na tyle równy poziom, że trudno wskazać tu jedną najbardziej udaną kompozycję. Chłonie się go jednym tchem, a jego długość zdaje się grać na korzyść całości – nie ma tu zbędnego przeciągania, poszczególne dźwięki odnajdują się w chaosie. Po zamykającym płytę Dödens Släktled Stiga nie pozostaje uczucie niedosytu, lecz wrażenie spełnionej misji. Projekt Trolldom nie odkrywa ognia na nowo, ale jest w stanie wyważyć inspiracje klasyką gatunku ze skrupulatną produkcją. W efekcie otrzymujemy jakościowy produkt, który zadowoli starych wyjadaczy oraz odbiorców dopiero stawiających pierwsze kroki w świecie black metalu.
Najnowsze dziecko Trolldom otwiera wrota do fortecy okupowanej przez niezwykle płodnego artystę. Przede mną długie godziny, dni nawet, odkrywania wizji, jakie Swartadauþuz ma w otchłani swego umysłu. Jeżeli są one w połowie tak dobre, jak Tronen , czeka mnie sporo zachwytów.
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Recenzje

TROLLDOM – „Tronen” (2026)
Debemur Morti Productions
Od 2015 roku na pewnej znanej platformie wideo działa konto, które powinien znać każdy szanujący się entuzjasta black metalu. Sam staram się z większą lub mniejszą regularnością przeglądać wrzucane tam nowości płytowe, koncentrując się na uploadach z tzw. undergroundu. Niedawno moją uwagę przyciągnęło nowe wydawnictwo projektu Trolldom, a mianowicie trzydziestodwuminutowy materiał sygnowany tytułem Tronen . To jedna z tych płyt, które trafiają w mój czuły punkt już przy pierwszym odsłuchu.
Za sznurki pociąga tu pochodzący ze Szwecji Swartadauþuz, posiadający niezwykle rozbudowane muzyczne CV. Według Encyclopaedia Metallum jest on aktualnie zaangażowany w 28 projektów, odpowiadając za szerokie instrumentarium oraz wokale. W przypadku Trolldom koncentruje się na gitarach i klawiszach, współpracując z czterema innymi muzykami odpowiedzialnymi za wokale, bas, bębny i dodatkowe klawisze. Ponadto na co dzień twórca zajmuje się też miksowaniem, masteringiem, projektowaniem logotypów i layoutów. Prawdziwy polihistor?
Tronen to trzecie pełnowymiarowe wydawnictwo pod szyldem Trolldom, a przy tym mój pierwszy kontakt z twórczością szwedzkiego multiinstrumentalisty. Spośród niedawnych odkryć ten krążek wyjątkowo przypadł mi do gustu, głównie za sprawą bezkompromisowej harmonii pomiędzy melodyjnym i atmosferycznym spojrzeniem na black metal, inspirowanego dokonaniami szwedzkich gigantów z ubiegłego wieku. Nie jest to jednak kolejna marna kopia Dissection, których na rynku jest już dostatecznie dużo.
Swartadauþuz i spółka uraczyli nas sześcioma kompozycjami, składającymi się na nieco ponad trzydzieści dwie minuty rozpędzonego grania. Już pierwsze sekundy są zapowiedzią tego, co czeka nas podczas odsłuchu całości – potężne bębny wspierane przez tnący gęste powietrze bas, ciężkie riffy pomieszane z atmosferycznymi wstawkami oraz melodyjne klawisze, które raz po raz wyróżniają się delikatnością na tle grzmiącej artylerii pozostałych instrumentów. Odrobinę wytchnienia dają krótkie przerwy pomiędzy poszczególnymi utworami, by po chwili znów rzucić słuchacza w paszczę szaleństwa.
Album Tronen prezentuje na tyle równy poziom, że trudno wskazać tu jedną najbardziej udaną kompozycję. Chłonie się go jednym tchem, a jego długość zdaje się grać na korzyść całości – nie ma tu zbędnego przeciągania, poszczególne dźwięki odnajdują się w chaosie. Po zamykającym płytę Dödens Släktled Stiga nie pozostaje uczucie niedosytu, lecz wrażenie spełnionej misji. Projekt Trolldom nie odkrywa ognia na nowo, ale jest w stanie wyważyć inspiracje klasyką gatunku ze skrupulatną produkcją. W efekcie otrzymujemy jakościowy produkt, który zadowoli starych wyjadaczy oraz odbiorców dopiero stawiających pierwsze kroki w świecie black metalu.
Najnowsze dziecko Trolldom otwiera wrota do fortecy okupowanej przez niezwykle płodnego artystę. Przede mną długie godziny, dni nawet, odkrywania wizji, jakie Swartadauþuz ma w otchłani swego umysłu. Jeżeli są one w połowie tak dobre, jak Tronen , czeka mnie sporo zachwytów.
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Recenzje









