AngielskiPolski
Koszyk 0
Twój koszyk jest pusty...
Strona główna » Blog » Recenzje » RUSSIAN CIRCLES - "Nine" (2026)
  • sauron

Prześlij nam swój adres e-mail, a my powiadomimy Cię o nowych produktach, najlepszych cenach, promocjach i wyprzedażach.

 
  • Ilość produktów: 395
  • Ilość kategorii: 33
  • Ilość promocji: 38
  • Ilość nowości: 28
  • Aktualnie klientów na stronie: 4
  • Sklep odwiedziło: 1292656 klientów
  • Sklep działa od: 09-01-2015

RUSSIAN CIRCLES - "Nine" (2026)

Autor: Wadim Filiks Data dodania: 02-09-2026 Wyświetleń: 201
alt

Russian Circles – „Nine” (2026)
Sargent House

Minimalistyczna grafika w odcieniach szarości, skromny font niedominujący nad kompozycją, a do tego zionący z całości chłód. Choć rzekomo nie ocenia się po okładce, w przypadku najnowszego albumu Russian Circles od razu wiadomo, że będzie tu dużo post-metalu. Dziewiąty krążek w dorobku Amerykanów zwie się po prostu Nine i jest bodaj najcięższym materiałem z dyskografii tercetu niekoniecznie egzotycznego.

Mike Sullivan (gitara), Brian Cook (bas) oraz Dave Turncrantz (perkusja) znani są ze starannie wypracowanych kompozycji, których stylistyka ewoluowała na przestrzeni ponad dwóch dekad historii Russian Circles. Z płyty na płytę zespół stopniowo odcinał się od czystego brzmienia inspirowanego rockiem progresywnym na rzecz coraz mroczniejszej głębi, połamanych konstrukcji i rozciągniętych motywów. Album Nine jest tego najlepszym dowodem, a potwierdza to wspomniana już okładka, przedstawiająca zaspę śniegu w rodzinnym mieście artystów, Chicago. Zdjęcie oddaje klimat wypracowany w siedmiu kompozycjach na tym krążku – jest zimno, ciężko i brudno.

Trio instrumentalistów od razu wpuszcza słuchacza do swojego świata, otwierając album bezkompromisowym utworem Borehole . Dysharmonia kompozycji zapowiada to, co towarzyszyć nam będzie przez 39 minut. Pojedyncze momenty wytchnienia nie przebijają się tu na pierwszy plan, są raczej przytłoczone ciężarem riffów i blastów. W Empath słychać to jeszcze lepiej, szczególnie gdy w drugiej połowie numeru pojawiają się riffy przypominające mi twórczość Meshuggah. Choć Eluvial zaczyna się niepozornie, bo od dźwięków syntezatora, te stanowią jedynie podbudówkę pod harmonię przesterowanego basu i gitary na cleanie, którym akompaniuje spokojny perkusyjny rytm. W połowie tego najdłuższego, ponad ośmiominutowego numeru, klimat staje się mroczniejszy, by w końcu gitara elektryczna doczekała się dystorsji z nieczystym, ziarnistym brzmieniem. Gdyby dodać do tego wokal, całość przypominałaby twórczość Amenra.

Po takiej dawce ciężaru przychodzi moment wytchnienia w postaci E2 , gdzie gitara wiodąca schodzi na dalszy plan, ustępując miejsca sekcji rytmicznej i hipnotyzującym syntezatorom. Płynne przejście w Meridian otwiera szeroki post-rockowy krajobraz, hołdując stylistyce zespołu, jaka dominowała na płytach Station czy Memorial . Nawet, gdy momentami odnoszę wrażenie, że zaraz przestery wybuchną salwą, trio z Chicago zaskakuje, dystansując się nieco od poprzednich kompozycji na tej płycie. Ostrości i szorstkości dodaje tu bas, ale to i tak brzmienie dalekie od kawalkady dźwięków, jaka czeka tuż za rogiem.

Zanim jednak to nastąpi, chłopaki z Russian Circles usypiają uwagę słuchacza akustycznym numerem Arletta . Gitara klasyczna gra piękną melodię, która jest promykiem nadziei w tym postapokaliptycznym seansie. Nagranie skwitowane zostaje hasłem I think that’s good, a ja podpisuję się pod tymi słowami. Wtedy znienacka wjeżdża Seventh Seal – mój osobisty faworyt na płycie Nine . Ciężar tego numeru narasta z każdą minutą i każdym przejściem, stając się swoistą kropką nad i w tym niespodziewanym gąszczu dźwięków. Jest trochę bardziej doomowo, sludge’owo i wyraziście. Idealny soundtrack pod grę w szachy ze śmiercią, if you know what I mean.
Tercet Russian Circles po raz kolejny udowadnia, że instrumentalne mariaże motywów post-rockowych i post-metalowych wychodzą im na dobre. Nine to w dorobku zespołu album najcięższy. Przechodzi niczym letni front burzowy – szybko, groźnie i z krótkimi momentami na złapanie oddechu. Świetnie wyważone proporcje sprawiają, że krążek ten jest moją nową odskocznią od codziennej playlisty. Zdecydowanie najciekawszy z albumów grupy. Liczę, że na dziesiątej płycie muzycy pójdą jeszcze bardziej w stronę stylistyki Seventh Seal , bo ku temu też pcha ich progres.


 

Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Recenzje

Reklama

Bestsellery

Newsletter

 

Korzystanie z tej witryny oznacza wyrażenie zgody na wykorzystanie plików cookies. Więcej informacji możesz znaleźć w naszej Polityce Cookies.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu