AngielskiPolski
Koszyk 0
Twój koszyk jest pusty...
Strona główna » Blog » Recenzje » MOONSPELL - "Far From God" (2026)
  • wrzesien

Prześlij nam swój adres e-mail, a my powiadomimy Cię o nowych produktach, najlepszych cenach, promocjach i wyprzedażach.

 
  • Ilość produktów: 395
  • Ilość kategorii: 33
  • Ilość promocji: 38
  • Ilość nowości: 28
  • Aktualnie klientów na stronie: 2
  • Sklep odwiedziło: 1292690 klientów
  • Sklep działa od: 09-01-2015

MOONSPELL - "Far From God" (2026)

Autor: Łukasz Sarnacki Data dodania: 23-07-2026 Wyświetleń: 524
alt

MOONSPELL - "Far From God" (2026)
Napalm Records

Okoliczności, w jakich poznałem „Far From God” mocno sprzyjać będą w utrzymaniu wysokiej pozycji tego albumu w moim prywatnym rankingu płyt tego roku, ale i mojego życia. A było to tak…

Spędzałem urlop na Krecie, gdy nieco zmęczony tygodniowym mieleniem greckiego metalu non stop, naszła mnie ochota na jakąś odskocznię. Pierwsze, co się napatoczyło to nowy MOONSPELL. Bez przesadnego namysłu poszedłem za intuicją. A może za zbiegiem okoliczności. Nie jestem pewien…

Ostatnim albumem Portugalczyków, który faktycznie mną wstrząsnął był „Night Eternal” z 2008 roku. Zarówno przed, jak i po nim miałem dłuższy rozbrat z MOONSPELL. Pierwszy spowodowany był albumem „The Butterfly Effect” , którego w 1999 roku po prostu nie byłem w stanie zrozumieć, ani zaakceptować. Miłość przyszła dużo później. Druga rozłąka nawet nie wiem, czym była spowodowana, bo „Night Eternal” to album, który do teraz bardzo dobrze się broni i wracam do niego regularnie. Co by nie gdybać - stało się. 

Rok 2026, lipcowy upał, Kreta, Grecja. Jadę wypożyczoną Corsą po serpentynach w górach Lefka Ori. Cała rodzina śpi wymęczona całodziennym eksplorowaniem wyspy. Jadę z misją dowiezienia ich bezpiecznie do hotelu. Nie jestem śpiący, bo droga jest tak magiczna, że serce wali mi mocno cały czas. Odpalam „ Far From God” . Pierwszy kontakt sprawił wrażenie interesującego. Nie słuchałem singli, więc nie wiedziałem czego się spodziewać. Ledwie skończył się pierwszy obrót, od razu kliknąłem repeat. 

Od tamtej pory katowałem ten album codziennie i był to mój soundtrack kreteńskich podróży autem po tych magicznych drogach z widokami zapierającymi dech w piersiach. Najlepiej smakował wtedy, gdy wszyscy zasypiali w aucie wycieńczeni upałem i przygodami całego dnia. Wtedy, kiedy słońce było już nisko i powoli chyliło się ku zachodowi. Cisza pozwalała mi czuć tę muzykę zupełnie inaczej. Nikt do mnie nie mówił, nie myślałem o niczym. Byłem ja, „Far From God” i te niezwykłe okoliczności przyrody otaczające mnie z każdej strony. 

No dobrze, to, jaki właściwie jest ten nowy MOONSPELL? Przede wszystkim cholernie dojrzały i dostojny. Nie spieszy się nigdzie, nic nikomu na siłę nie udowadnia. Zespół gra w swojej lidze i robi to smacznie i mądrze. Otwierający całość „Cross Your Heart” z bardzo rockowym zacięciem, podlanym gotyckim czarnym sosem doskonale wprowadza w klimat i nakreśla, z czym będziemy mieć do czynienia. Ale to tylko część kart, które zespół będzie nam odsłaniał stopniowo w dalszych częściach płyty. I choć w podobnym tonie utrzymany jest utwór tytułowy, to już „Biblical” wprowadza w bardziej mroczne oblicze krążka. „The Great Wolf In The Sky” ma bardzo intrygujący, niepokojący wręcz nastrój, który cudownie przechodzi w jeszcze piękniejszy, nostalgiczny i ociekający mrokiem „Your Promise Of Light”   - jeden z moich faworytów na płycie. „For Love Of Mortals” - kolejna perła, która odkrywa swoje piękno stopniowo i rozkwita niczym kwiat. Cudo! Trochę bardziej metalowo robi się w „Our Freedom To Fall” i jest to bardzo fajne przełamanie. Tym bardziej, że na sam koniec czeka na nas „Reconquista” - prawdziwa emocjonalna petarda, która zgniata serce. Lepiej tej płyty nie dało się zakończyć.

Mam w zwyczaju wymieniać najlepsze i najsłabsze momenty opisywanych przeze mnie krążków, ale tu nie potrafię takich wskazać. To bardzo równa, doskonale ułożona, kompletna płyta. Może nie ma tu hymnów pokroju „Alma Mater” czy „Full Moon Madness” . Ciężko też będzie wskazać jakikolwiek koncertowy banger, ale tu zupełnie nie o to chodzi. Zawartość muzyczna „Far From God” odsłania swoje absolutne piękno subtelnie, z gracją i klasą. Magia.

Podczas urlopowych wojaży próbowałem jeszcze kilku innych nowych albumów polecanych przez znajomych - MORK, STORMKEEP, EINHERJER, zeszłoroczny NIGHTFALL - żaden nie potrafił mnie zainteresować choćby w minimalnym stopniu i każdy brzmiał w moim odczuciu biednie w zestawieniu z klasą „Far From God” . Zamiast cieszyć się z nowo poznanych dźwięków, poirytowany nerwowo tuptałem, aby jak najszybciej wrócić w objęcia portugalskich wilków. 

Ta muzyka nie osacza, nie szarpie, nie dominuje. Wręcz przeciwnie - pozwala mojej głowie się odprężyć i realnie odpocząć. Krążąc po kreteńskich pustych drogach, gdzie częściej spotykałem stado kóz niż żywego człowieka, sprawiała, że czułem się dobrze. Chciałem te wrażenia przenieść jak najszybciej do domu. Wiadomo "streamingi sremingi". Zamówiłem płytę tak, aby w dniu powrotu z urlopu czekała na mnie w paczkomacie, tak abym mógł jak najdłużej cieszyć się tymi wrażeniami. Muzyka, jak żadna inna sztuka, potrafi zabierać mnie w niezwykłe podróże, przywoływać piękne wspomnienia i uderzać w sentymenty. Ta płyta ma tę moc i myślę, że na zawsze zapisze się w mojej księdze wspomnień.

Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Recenzje

Reklama

Bestsellery

Newsletter

 

Korzystanie z tej witryny oznacza wyrażenie zgody na wykorzystanie plików cookies. Więcej informacji możesz znaleźć w naszej Polityce Cookies.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu