MILLE PETROZZA - „Your Heaven, My Hell: Wie Heavy Metal mich gerettet hat” (2025)
Autor: Tomasz Stoeck
Data dodania: 26-05-2026
Wyświetleń: 631

MILLE PETROZZA (mit TORSTEN GROSS) - „Your Heaven, My Hell: Wie Heavy Metal mich gerettet hat” (2025)
Ullstein Buchverlage GmbH
W stosunku do tej książki miałem bardzo duże obawy. Pamiętam bowiem rozczarowanie, jakie towarzyszyło mi podczas lektury „Violent Evolution. The Story of Kreator” (U-Line UG, 2013). Pewne kwestie potraktowano w niej zdawkowo lub zupełnie pominięto, a do tego została napisana w sposób niespecjalnie ujmujący. Niestety tym razem jest podobnie, a w dodatku lektura urywa się dokładnie wtedy, gdy robi się najbardziej interesująco, ale po kolei.
Petrozza opisuje swoje dzieciństwo w sposób chronologiczny, który, co muszę z przykrością stwierdzić, był tak samo ekscytujący jak jego pierwszy seks z kobietą, czyli bez kontaktu. Innymi słowy: wieje nudą niczym z zamkniętej kopalni w Zagłębiu Ruhry. Niestety objętościowo zajmuje to 1/3 tekstu, więc czytelnik musi się przez to najzwyczajniej w świecie przebić.
Potem, od momentu wizyty w Berlinie przy okazji nagrywania „Endless Pain” , jest już zdecydowanie ciekawiej. Owszem, sporo miejsca poświęcono szefowi Noise Records, z którym zespół stara się rozliczyć po swojemu, ale też zaczyna odnosić pierwsze sukcesy i podbijać świat. Na kartach książki pojawiają się ekipy, z którymi Niemcy grali niezliczone koncerty, więc robi się przynajmniej imprezowo.
Problem polega na tym, że cała zabawa urywa się gdzieś w okolicach „Renewal” i to dosłownie. Niech mi ktoś wytłumaczy, jaki sens ma wydawanie własnej biografii, która znajduje finał na początku lat 90. Być może miałbym większe zrozumienie, gdyby muzyk dążył do retrospektywnego spojrzenia na wczesne lata thrash metalu, przy czym firmowałby to w zupełnie inny sposób. W każdym bądź razie chudy okres został zupełnie pominięty, podobnie jak nieuniknione roszady w składzie, w tym czasowa rozłąka z perkusistą Jürgenem „Ventorem” Reilem czy ostateczny rozbrat z basistą Roberto „Robem” Fiorettim.
W efekcie nie dowiemy się również, jak Kreator ostatecznie podniósł się z kolan, wracając w glorii dzięki „Violent Revolution” czy „Enemy of God” . Co więcej, byłem tak zaskoczony tym przedwczesnym finałem, że zacząłem przeczesywać niemieckie fora internetowe. W tym względzie fani wydają się niemal pewni, że przedstawiono nam jedynie pierwszą odsłonę, a Petrozza wjedzie na pełnej we właściwym czasie. Wypadałoby, bo przecież ekipa cały czas funkcjonuje i cieszy kolejne pokolenia swoją muzyką. Jaka ona jest współcześnie, to już zupełnie inna historia, ale o pierwszych pięciu albumach nie dam złego słowa napisać.
PS. I jeszcze, tak dla porównania, polecam przeczytać „ A Fabulous Disaster: From the Garage to Madison Square Garden, the Hard Way” Gary’ego Holta (Hachette Book Group USA 2025). Zobaczycie, jak się powinno spisywać własną historię.
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Recenzje

MILLE PETROZZA (mit TORSTEN GROSS) - „Your Heaven, My Hell: Wie Heavy Metal mich gerettet hat” (2025)
Ullstein Buchverlage GmbH
W stosunku do tej książki miałem bardzo duże obawy. Pamiętam bowiem rozczarowanie, jakie towarzyszyło mi podczas lektury „Violent Evolution. The Story of Kreator” (U-Line UG, 2013). Pewne kwestie potraktowano w niej zdawkowo lub zupełnie pominięto, a do tego została napisana w sposób niespecjalnie ujmujący. Niestety tym razem jest podobnie, a w dodatku lektura urywa się dokładnie wtedy, gdy robi się najbardziej interesująco, ale po kolei.
Petrozza opisuje swoje dzieciństwo w sposób chronologiczny, który, co muszę z przykrością stwierdzić, był tak samo ekscytujący jak jego pierwszy seks z kobietą, czyli bez kontaktu. Innymi słowy: wieje nudą niczym z zamkniętej kopalni w Zagłębiu Ruhry. Niestety objętościowo zajmuje to 1/3 tekstu, więc czytelnik musi się przez to najzwyczajniej w świecie przebić.
Potem, od momentu wizyty w Berlinie przy okazji nagrywania „Endless Pain” , jest już zdecydowanie ciekawiej. Owszem, sporo miejsca poświęcono szefowi Noise Records, z którym zespół stara się rozliczyć po swojemu, ale też zaczyna odnosić pierwsze sukcesy i podbijać świat. Na kartach książki pojawiają się ekipy, z którymi Niemcy grali niezliczone koncerty, więc robi się przynajmniej imprezowo.
Problem polega na tym, że cała zabawa urywa się gdzieś w okolicach „Renewal” i to dosłownie. Niech mi ktoś wytłumaczy, jaki sens ma wydawanie własnej biografii, która znajduje finał na początku lat 90. Być może miałbym większe zrozumienie, gdyby muzyk dążył do retrospektywnego spojrzenia na wczesne lata thrash metalu, przy czym firmowałby to w zupełnie inny sposób. W każdym bądź razie chudy okres został zupełnie pominięty, podobnie jak nieuniknione roszady w składzie, w tym czasowa rozłąka z perkusistą Jürgenem „Ventorem” Reilem czy ostateczny rozbrat z basistą Roberto „Robem” Fiorettim.
W efekcie nie dowiemy się również, jak Kreator ostatecznie podniósł się z kolan, wracając w glorii dzięki „Violent Revolution” czy „Enemy of God” . Co więcej, byłem tak zaskoczony tym przedwczesnym finałem, że zacząłem przeczesywać niemieckie fora internetowe. W tym względzie fani wydają się niemal pewni, że przedstawiono nam jedynie pierwszą odsłonę, a Petrozza wjedzie na pełnej we właściwym czasie. Wypadałoby, bo przecież ekipa cały czas funkcjonuje i cieszy kolejne pokolenia swoją muzyką. Jaka ona jest współcześnie, to już zupełnie inna historia, ale o pierwszych pięciu albumach nie dam złego słowa napisać.
PS. I jeszcze, tak dla porównania, polecam przeczytać „ A Fabulous Disaster: From the Garage to Madison Square Garden, the Hard Way” Gary’ego Holta (Hachette Book Group USA 2025). Zobaczycie, jak się powinno spisywać własną historię.
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Recenzje








