AngielskiPolski
Koszyk 0
Twój koszyk jest pusty...
Strona główna » Blog » Recenzje » MASTODON – „Marrow Deep” (2026)
  • wrzesien

Prześlij nam swój adres e-mail, a my powiadomimy Cię o nowych produktach, najlepszych cenach, promocjach i wyprzedażach.

 
  • Ilość produktów: 397
  • Ilość kategorii: 33
  • Ilość promocji: 38
  • Ilość nowości: 30
  • Aktualnie klientów na stronie: 5
  • Sklep odwiedziło: 1298879 klientów
  • Sklep działa od: 09-01-2015

MASTODON – „Marrow Deep” (2026)

Autor: Wadim Filiks Data dodania: 10-09-2026 Wyświetleń: 194
alt

MASTODON – „Marrow Deep” (2026)
Loma Vista Recordings

Pamiętacie telenowelę związaną z odejściem/wyrzuceniem (niepotrzebne skreślić) Brenta Hindsa z grupy Mastodon w 2025 roku? Nie będziemy rozwodzić się nad tym, co wydarzyło się w obozie zespołu na kilka miesięcy przed tragiczną śmiercią jednego ze współzałożycieli grupy. Tym bardziej że pozostała trójka współpracujących ze sobą od 2000 roku muzyków uznała, że pora otrzeć łzy i iść dalej. Marrow Deep to dziewiąty album studyjny w dyskografii Amerykanów, a jednocześnie pierwszy w historii z nowymi członkami.

Nowy Mastodon jest pełen sprzeczności. Nowy skład wyznacza nowy kierunek w brzmieniu osadzonym gdzieś pomiędzy stonerem, progresją a alternatywą. Jednocześnie nie ma żadnych wątpliwości, że za kompozycje odpowiadają tu przede wszystkim Brann Dailor, Bill Kellisher i Troy Sanders, czyli oryginalni członkowie ansamblu. Wakat po zmarłym Hindsie otrzymał Nick Johnston, kanadyjski gitarzysta mający w dorobku m.in. siedem albumów solowych. Charakterystyczne riffy nie do podrobienia, a do tego klasyczne połączenie czystych wokali Dailora z ochrypłym głosem Sandersa stanowią clou programu. Kontrapunktem do tych elementów jest nowy stały członek – odpowiedzialny za klawisze João Nogueira, który współpracował z zespołem przy płycie Hushed and Grim z 2021 roku, występując od tamtej pory na koncertach Mastodona.

Tak – wśród stonerowych inspiracji znalazło się miejsce dla keyboardu, który nie dominuje nad kompozycjami, ale odgrywa istotną rolę w stylistyce Marrow Deep , niejednokrotnie zyskując przestrzeń do zagrania czegoś na kształt solówki. Tak jest w Your Ghost Again , gdzie przypomina mi brzmienie Raya Manzarka z The Doors czy w Out Like a Lamb z motywem stylistycznie zbliżonym do wczesnych dokonań Jona Lorda z Deep Purple. Z kolei motywy w Snakes for Dinner niosą się echem stylistyki Tony’ego Banksa z Genesis. Czy to nobilitacja, a może zarzut o wtórność i generyczność? To już ocenicie sami.

Nie każdemu zabieg ten przypadnie do gustu i znajdą się liczni metalowi puryści, którzy wyleją wiadro pomyj na wprowadzenie klawiszy. Osobiście jestem w stanie do zaakceptować, szczególnie w punktach, gdzie instrumentarium dobrze współgra z wokalami. Tak jest na przykład w The Vanishing (personal favorite), łączącym nieco bardziej doomowe brzmienie na początku z inspiracjami balladami Black Sabbath – znalazło się tu trochę Planet Caravan , trochę Solitude . Zresztą ma to dodatkowe uzasadnienie w fakcie, iż gościnnie na basie gra w tym numerze nie kto inny, jak sam Geezer Butler. W mocniejszych momentach kompozycji swoich krzyków użyczył wokalista zespołu Gojira, Joe Duplantier.

Pojawiający się w singlu Your Ghost Again wers ”Hoping for helping hands” zdaje się uzasadniać również inne gościnne występy na Marrow Deep . W numerze A Vampire’s Demeanor pojawiają się Nate Newton i Randy Blythe. Josh Homme ponownie wspiera zespół, tym razem w utworze Snakes for Dinner . Z kolei w The Three Fates znalazło się miejsce dla Neila Fallona.

Piszę o tym wszystkim nie bez kozery, bowiem taka składanka wydaje mi się głównym problemem całego albumu. Tu właśnie urzeczywistniają się te sprzeczności, o których już wspominałem – nowy Mastodon ciągnie dwie sroki za ogon, niepewnie balansując pomiędzy hołdem składanym Hindsowi a obieraniem zupełnie nowego kierunku dla swojej twórczości. Jest tu parę świetnych momentów, ale do poziomu Once More ‘Round the Sun daleko.

Bałagan. Tak jednym słowem określiłbym Marrow Deep . O ile nie przeszkadza mi sytuacja, w której nie da się jednoznacznie zaszufladkować stylu wypracowanego przez artystów, tak tutaj nie widzę metody w tym chaosie. Co jest tym bardziej zaskakujące, gdy spojrzy się na poprzednie dokonania Mastodona, które w większości trzymały dobry poziom.

Brakuje Brenta. Jego punkowego zacięcia, bezkompromisowych solówek i melodii zharmonizowanych z gitarą Kellishera. Po starym Mastodonie pozostała solidna sekcja rytmiczna, aczkolwiek momentami przytłumiona w produkcji. Rozumiem, że materiał ten znajdzie swoich amatorów, ale ja jakoś nie potrafię się w nim połapać. I choć finalnie znajdę się w mniejszości, fanem najnowszego krążka grupy nie zostanę.

 

Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Recenzje

Reklama

Bestsellery

Newsletter

 

Korzystanie z tej witryny oznacza wyrażenie zgody na wykorzystanie plików cookies. Więcej informacji możesz znaleźć w naszej Polityce Cookies.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu