GREEN LUNG – „Necropolitan” (2026)
Autor: Fabian Filiks
Data dodania: 11-09-2026
Wyświetleń: 95

GREEN LUNG – „Necropolitan” (2026)
Nuclear Blast Records
Musze przyznać, że czekałem na tę płytę z wypiekami na twarzy. Kibicuję Green Lung od czasów „Woodland Rites” . Wciąż zachwycam się „This Heathen Land” , która jawi mi się, jako prawdziwe opus magnum Brytyjczyków. Ta wysoko ustawiona poprzeczka nieco zniekształciła mój odbiór „Necropolitan” , jako całości. Po fenomenalnych singlach „Evil in this House” , „Black Magick Radio” , oraz „Necropolitan Line” byłem przekonany, że nowa płyta Brytyjczyków zostawi w tyle ich poprzednie dokonania. Czy tak się stało? Nie do końca…
Drugi album zespołu wydany pod skrzydłami Nuclear Blast Records to czterdziestominutowy materiał stylistycznie nieodbiegający od tego, do czego zdążył nas przyzwyczaić Green Lung. U podstaw muzyki londyńskiego kwintetu wciąż znajduje się doom metal, choć już nie w takim stopniu jak na poprzednich wydawnictwach. Ustępuje on pola heavy metalowi czy rockowi progresywnemu tworząc dość pikantną mieszankę. Czasami na myśl przychodzą skojarzenia z Black Sabbath a czasem z Deep Purple. Na „Necropolitan” jest błyskotliwie a nawet przebojowo (żeby nie powiedzieć radiowo). Kompozycje są zróżnicowane i prezentują wysoki poziom. Aranże są ciekawe i wciągające. Czasami można mieć wrażenie, że Scott Black (gitara) i John Wright (klawisze) prowadzą ze sobą osobliwy dialog (np. w fenomenalnym „Evil in this House” ). Czasami są względem siebie komplementarne np. w jednym z cięższych numerów na płycie pt. „Dance to the Grave” . Zawsze jednak nie ma tu przypadkowości. Instrumenty tworzą spójną całość i prowadzą słuchacza po mrocznych zakamarkach Londynu.
Warstwa liryczna „Necropolitan” (oraz pozostałych płyt Green Lung) to w ogóle temat na osobną rozprawę. Tom Templar z uporem maniaka rekonstruuje mity i legendy „okultystycznego Albionu”. Jego teksty są pełne znaczeń, czasem zabawne, czasem przewrotne i w połączeniu z jego charyzmatycznym wokalem stanowią istotny element muzyki Green Lung. Dla słuchaczy, którym nie wystarcza powierzchowny kontakt z muzyką i tupanie nóżką do rytmu twórczość zespołu zawiera mnóstwo nawiązań do filmów (głównie horrorów) oraz książek (również ezoterycznych), z których Tom czerpie garściami. Inteligentne nawiązanie do Shelleya w numerze „Ozymandias” tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że Templar to naprawdę bystry facet, który potrafi pracować ze słowem i nie boi się obcować z literaturą wysoką. Jednocześnie wszystko zostaje „w klimacie”, nikt tu nie prawi kazań, co często we współczesnej muzyce ma miejsce.
Na początku zasugerowałem, że oczekiwałem od „Necropolitan” czegoś więcej niż dostałem. To nie do końca tak, że ta płyta mnie rozczarowała. Jest kompletna, wszystko się tu zgadza. Przede wszystkim jest bardzo dobrze napisana. Tom Dalgety (Opeth, Ghost) za konsoletą ukręcił świetne, choć nieco łagodniejsze brzmienie. Niesamowite ilustracje, za które odpowiada legendarny Richard Wells, stanowią przysłowiową „kropkę nad i”. To co jest nie tak? Nic! Chyba w pewnym sensie przehajpowałem sobie to wydawnictwo. I niepotrzebnie bo „Necropolitan” jest świetna. Nie jest jednak dla mnie tym, czym było i jest „This Heathen Land” . I tyle. Nie zmienia to faktu, że Green Lung nagrał bardzo dobrą płytę, jedną z lepszych w swojej karierze. Myślę, że ten materiał znajdzie się wysoko w zestawieniach najlepszych płyt za 2026 rok. W moim prywatnym na pewno.
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Recenzje

GREEN LUNG – „Necropolitan” (2026)
Nuclear Blast Records
Musze przyznać, że czekałem na tę płytę z wypiekami na twarzy. Kibicuję Green Lung od czasów „Woodland Rites” . Wciąż zachwycam się „This Heathen Land” , która jawi mi się, jako prawdziwe opus magnum Brytyjczyków. Ta wysoko ustawiona poprzeczka nieco zniekształciła mój odbiór „Necropolitan” , jako całości. Po fenomenalnych singlach „Evil in this House” , „Black Magick Radio” , oraz „Necropolitan Line” byłem przekonany, że nowa płyta Brytyjczyków zostawi w tyle ich poprzednie dokonania. Czy tak się stało? Nie do końca…
Drugi album zespołu wydany pod skrzydłami Nuclear Blast Records to czterdziestominutowy materiał stylistycznie nieodbiegający od tego, do czego zdążył nas przyzwyczaić Green Lung. U podstaw muzyki londyńskiego kwintetu wciąż znajduje się doom metal, choć już nie w takim stopniu jak na poprzednich wydawnictwach. Ustępuje on pola heavy metalowi czy rockowi progresywnemu tworząc dość pikantną mieszankę. Czasami na myśl przychodzą skojarzenia z Black Sabbath a czasem z Deep Purple. Na „Necropolitan” jest błyskotliwie a nawet przebojowo (żeby nie powiedzieć radiowo). Kompozycje są zróżnicowane i prezentują wysoki poziom. Aranże są ciekawe i wciągające. Czasami można mieć wrażenie, że Scott Black (gitara) i John Wright (klawisze) prowadzą ze sobą osobliwy dialog (np. w fenomenalnym „Evil in this House” ). Czasami są względem siebie komplementarne np. w jednym z cięższych numerów na płycie pt. „Dance to the Grave” . Zawsze jednak nie ma tu przypadkowości. Instrumenty tworzą spójną całość i prowadzą słuchacza po mrocznych zakamarkach Londynu.
Warstwa liryczna „Necropolitan” (oraz pozostałych płyt Green Lung) to w ogóle temat na osobną rozprawę. Tom Templar z uporem maniaka rekonstruuje mity i legendy „okultystycznego Albionu”. Jego teksty są pełne znaczeń, czasem zabawne, czasem przewrotne i w połączeniu z jego charyzmatycznym wokalem stanowią istotny element muzyki Green Lung. Dla słuchaczy, którym nie wystarcza powierzchowny kontakt z muzyką i tupanie nóżką do rytmu twórczość zespołu zawiera mnóstwo nawiązań do filmów (głównie horrorów) oraz książek (również ezoterycznych), z których Tom czerpie garściami. Inteligentne nawiązanie do Shelleya w numerze „Ozymandias” tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że Templar to naprawdę bystry facet, który potrafi pracować ze słowem i nie boi się obcować z literaturą wysoką. Jednocześnie wszystko zostaje „w klimacie”, nikt tu nie prawi kazań, co często we współczesnej muzyce ma miejsce.
Na początku zasugerowałem, że oczekiwałem od „Necropolitan” czegoś więcej niż dostałem. To nie do końca tak, że ta płyta mnie rozczarowała. Jest kompletna, wszystko się tu zgadza. Przede wszystkim jest bardzo dobrze napisana. Tom Dalgety (Opeth, Ghost) za konsoletą ukręcił świetne, choć nieco łagodniejsze brzmienie. Niesamowite ilustracje, za które odpowiada legendarny Richard Wells, stanowią przysłowiową „kropkę nad i”. To co jest nie tak? Nic! Chyba w pewnym sensie przehajpowałem sobie to wydawnictwo. I niepotrzebnie bo „Necropolitan” jest świetna. Nie jest jednak dla mnie tym, czym było i jest „This Heathen Land” . I tyle. Nie zmienia to faktu, że Green Lung nagrał bardzo dobrą płytę, jedną z lepszych w swojej karierze. Myślę, że ten materiał znajdzie się wysoko w zestawieniach najlepszych płyt za 2026 rok. W moim prywatnym na pewno.
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Recenzje








