ELFFOR - "The Silent Watchtower" (2026)
ELFFOR – „The Silent Watchtower” (2026)
Wydanie własne.
Wśród treści generowanych przez AI, które bezlitośnie zalewają platformy streamingowe wydawnictwa takie jak "The Silent Watchtower" projektu Elffor wyróżniają się swoją autentycznością tak bardzo, że nie w sposób przejść wobec nich obojętnie. Niedoskonała produkcja, naiwne aranże kompozycji, patos ale też szczerość i, w pewnym sensie, organiczność tego typu muzyki, że zamiast zagłuszać własne myśli kolejnym „udźwiękowionym planszofilmem” na YouTube możemy przenieść się w krainy pełne lochów i smoków. W ostatnich latach dungeon synth, bo takiego gatunku reprezentantem jest tu Elffor, zyskuje na popularności a scena i tworzący ją artyści nigdy nie była taka silna. Nie będę tutaj rozpisywał się na temat tego czym charakteryzuje się z ten gatunek. Zrobił to świetnie kilka lat temu Rafał Sowiński w swoim artykule "Pieśni z piwnicy, czyli wstęp do dungeon synthu" , który możecie przeczytać tutaj (https://popmoderna.pl/piesni-z-piwnicy-czyli-wstep-do-dungeon-synthu/). Nadmienię tylko, że swoisty „renesans” tego typu muzyki trwa w najlepsze, czego przykładem może być recenzowana tutaj płyta „The Silent Watchtower” .
Z twórczością Elffor po raz pierwszy zetknąłem się jakoś pod koniec pandemii. Pamiętam, że płyta „ Arkaik II” , na którą zwróciłem uwagę z uwagi na osobliwą okładkę (sprawdźcie koniecznie), zrobiła na mnie duże wrażenie i sprawiła, że od tamtego momentu zacząłem nawet wypatrywać kolejnych wydawnictw tego projektu. Będąc, w pewnym sensie, „wychowankiem” tej sceny (choć dwadzieścia lat temu nikt tego typu dźwięków nie określał mianem „dungeon synth”) i czując w pewnym sensie sentyment do tego typu brzmienia byłem kupiony już od pierwszych dźwięków.
Elffor, to dungeon synthowy projekt z Biskaji (Kraju Basków) za którym stoi Eöl (Enrique Garcia Larrondo). Od prawie trzydziestu lat wydaje kolejne płyty pod tym szyldem w dużej mierze na zasadzie DYI. Jego najnowsza propozycja, "The Silent Watchtower" , to w pewnym sensie ukłon w kierunku bardziej „piwnicznego” brzmienia pierwszych albumów Mortiis czy też Summoning. Jest tu sporo „cymeryjskich” inspiracji (R.I.P. Basil Poledouris), może i trochę Vikernesa, Kirkwooda i Depressive Silence, choć w przypadku tak długo obecnego na scenie muzycznej projektu szukanie takich porównań wydaje mi się nieco na siłę. Eöl napisał w życiu już tyle muzyki, że śmiało możemy mówić o charakterystycznym stylu Elffor i to on przebija się na „The Silent Watchtower” najgłośniej. Oczywiście, na tle kilku poprzednich płyt wydanych pod tym szyldem, tegoroczna propozycja wydaje się bardziej mroczna i minimalistyczna. Pompatyczność tu jest, ale wydaje się być balansowana przez mrok (?) jak to ma miejsce w utworze „Cascading Etheric Paths” czy w drugiej części „Chants of the Astral Veil” . Tytułowy „The Silent Watchtower” , ponad jedenastominutowy kolos, wieńczy całość stawiając przysłowiową kropkę nad i.
Całość, trwająca niespełna godzinę, jawi się jako materiał kompletny, w którym trudno doszukiwać się jakiś braków czy niedociągnięć. Biorąc pod uwagę „założenia programowe” dungeon synthu Elffor po raz kolejny dostarcza swoim słuchaczom muzykę szczerą i bezkompromisową w tym sensie, że pozbawioną współczesnych lęków i obsesji (np. notorycznego przeprodukowywania dźwięku). To płyta, którą Eöl nagrał bo chciał, bo mógł. Nie zważając na gusta, trendy (choć nawet w dungeon synth są one obecne) stworzył niezłą płytę, która może nie rzuci nikogo na kolana, ale na pewno pozwoli na godzinę uciec od naszej codziennej dystopii. Czy można chcieć czegoś więcej?
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Recenzje









