DRACONIAN - "In Somnolent Ruin" (2026)
Autor: Wadim Filiks
Data dodania: 06-07-2026
Wyświetleń: 215

DRACONIAN – „In Somnolent Ruin” (2026)
Napalm Records
Gdy w 2020 roku szwedzki ansambl Draconian wydał album Under a Godless Veil , krążek ten z automatu zagościł w moim odtwarzaczu na dłużej. Trudno uwierzyć mi, że od premiery tamtego krążka minęło już sześć lat. Tyle też przyszło nam czekać na kolejnego, ósmego już studyjniaka w portfolio sekstetu z Säffle. Wraz ze swoimi dziewięcioma kompozycjami In Somnolent Ruin na każdej płaszczyźnie – wizualnej i dźwiękowej – sprawia wrażenie przedłużenia wypracowanego przed laty brzmienia zespołu. Pytanie brzmi jednak, czy dorównuje swojej zapadającej w pamięć poprzedniczce?
Po bliższym zapoznaniu się z nowym materiałem Draconian okazuje się, że po latach nieobecności w składzie za mikrofon ponownie chwyciła Lisa Johansson, występująca poprzednio w zespole od 2001 do 2011 roku. Zastąpiła tym samym Heike Langhans, której, mam nieodparte wrażenie, zawdzięczam to, jak bardzo Under a Godless Veil przypadło mi do gustu. Żeńskie wokale z poprzedniej płyty były bardziej subtelne, potrafiły budować atmosferyczne tło dla growli Andersa Jacobssona i grać pierwsze skrzypce we właściwych momentach. Na In Somnolent Ruin odnoszę wrażenie, że o ile głębia głosu męskiego się poprawiła, tak damskiego śpiewu jest tu nieco za dużo.
Nazwijcie mnie marudą, ale uważam, że mam prawo do wetknięcia kija w mrowisko. W porównaniu do dokonań grupy z Heike na wokalu, tutaj zaczynam się zastanawiać, czy ten dosłowny krok wstecz nie spowodował też zaciągnięcia artystycznego hamulca. Szwedzi trzymają się wypracowanej w ostatnich latach stylistyki, choć nie porzucają kompletnie klasycznego gothic metalu bardziej doomowego brzmienia, co słychać chociażby w numerze Anima . Tu na wokalu występuje gościnnie były basista Draconian – Daniel Änghede, który wraz ze wspomnianą Heike współtworzy post-rockowy duet ISON. W tej kompozycji najbardziej wybrzmiewają echa twórczości Paradise Lost, podczas gdy większości numerów bliżej do miksu pomiędzy dokonaniami My Dying Bride i Theatre of Tragedy. Wciąż jednak nie ma wątpliwości, z którym zespołem mamy do czynienia, gdyż na przestrzeni lat brzmienie Draconian stało się bardzo charakterystyczne i teraz do tego zespołu odwołują się młodsze kapele, takie jak Aeonian Sorrow.
In Somnolent Ruin to materiał… bezpieczny. Próżno szukać tu innowacji, międzygatunkowych eksperymentów czy niespodziewanych rozwiązań. Są za to eksploracje wielowarstwowego konceptu muzycznego, w którym swoje miejsce odnajdują gitarowe riffy i męskie growle z pogranicza doom i death metalu, gotyckie wpływy w warstwie instrumentalnej i żeńskich wokalach, a także atmosferyczne wstawki, które nie dość, że uspokajają tempo, to mogą wprowadzać słuchacza w stan kontemplacji. Najlepszym potwierdzeniem niech będzie kompozycja Misantrhope River, jeden z najciekawszych momentów na tym albumie.
Od strony technicznej albumowi niczego nie brakuje. W końcu odpowiada za niego grupa doświadczonych muzyków – historia Draconian sięga przecież 1994 roku. Niemniej jednak, moje osobiste oczekiwania podrażnione poprzednim albumem grupy nie zostały spełnione. Recykling pomysłów, utarte schematy i koncentracja na sprawdzonych rozwiązaniach – coś, co można uznać za atut muzyków z takim stażem, jest jednocześnie przekleństwem tego albumu. Nie sposób nie porównywać go do Under a Godless Veil , który pozostaje moim osobistym numerem jeden w twórczości Szwedów.
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Recenzje

DRACONIAN – „In Somnolent Ruin” (2026)
Napalm Records
Gdy w 2020 roku szwedzki ansambl Draconian wydał album Under a Godless Veil , krążek ten z automatu zagościł w moim odtwarzaczu na dłużej. Trudno uwierzyć mi, że od premiery tamtego krążka minęło już sześć lat. Tyle też przyszło nam czekać na kolejnego, ósmego już studyjniaka w portfolio sekstetu z Säffle. Wraz ze swoimi dziewięcioma kompozycjami In Somnolent Ruin na każdej płaszczyźnie – wizualnej i dźwiękowej – sprawia wrażenie przedłużenia wypracowanego przed laty brzmienia zespołu. Pytanie brzmi jednak, czy dorównuje swojej zapadającej w pamięć poprzedniczce?
Po bliższym zapoznaniu się z nowym materiałem Draconian okazuje się, że po latach nieobecności w składzie za mikrofon ponownie chwyciła Lisa Johansson, występująca poprzednio w zespole od 2001 do 2011 roku. Zastąpiła tym samym Heike Langhans, której, mam nieodparte wrażenie, zawdzięczam to, jak bardzo Under a Godless Veil przypadło mi do gustu. Żeńskie wokale z poprzedniej płyty były bardziej subtelne, potrafiły budować atmosferyczne tło dla growli Andersa Jacobssona i grać pierwsze skrzypce we właściwych momentach. Na In Somnolent Ruin odnoszę wrażenie, że o ile głębia głosu męskiego się poprawiła, tak damskiego śpiewu jest tu nieco za dużo.
Nazwijcie mnie marudą, ale uważam, że mam prawo do wetknięcia kija w mrowisko. W porównaniu do dokonań grupy z Heike na wokalu, tutaj zaczynam się zastanawiać, czy ten dosłowny krok wstecz nie spowodował też zaciągnięcia artystycznego hamulca. Szwedzi trzymają się wypracowanej w ostatnich latach stylistyki, choć nie porzucają kompletnie klasycznego gothic metalu bardziej doomowego brzmienia, co słychać chociażby w numerze Anima . Tu na wokalu występuje gościnnie były basista Draconian – Daniel Änghede, który wraz ze wspomnianą Heike współtworzy post-rockowy duet ISON. W tej kompozycji najbardziej wybrzmiewają echa twórczości Paradise Lost, podczas gdy większości numerów bliżej do miksu pomiędzy dokonaniami My Dying Bride i Theatre of Tragedy. Wciąż jednak nie ma wątpliwości, z którym zespołem mamy do czynienia, gdyż na przestrzeni lat brzmienie Draconian stało się bardzo charakterystyczne i teraz do tego zespołu odwołują się młodsze kapele, takie jak Aeonian Sorrow.
In Somnolent Ruin to materiał… bezpieczny. Próżno szukać tu innowacji, międzygatunkowych eksperymentów czy niespodziewanych rozwiązań. Są za to eksploracje wielowarstwowego konceptu muzycznego, w którym swoje miejsce odnajdują gitarowe riffy i męskie growle z pogranicza doom i death metalu, gotyckie wpływy w warstwie instrumentalnej i żeńskich wokalach, a także atmosferyczne wstawki, które nie dość, że uspokajają tempo, to mogą wprowadzać słuchacza w stan kontemplacji. Najlepszym potwierdzeniem niech będzie kompozycja Misantrhope River, jeden z najciekawszych momentów na tym albumie.
Od strony technicznej albumowi niczego nie brakuje. W końcu odpowiada za niego grupa doświadczonych muzyków – historia Draconian sięga przecież 1994 roku. Niemniej jednak, moje osobiste oczekiwania podrażnione poprzednim albumem grupy nie zostały spełnione. Recykling pomysłów, utarte schematy i koncentracja na sprawdzonych rozwiązaniach – coś, co można uznać za atut muzyków z takim stażem, jest jednocześnie przekleństwem tego albumu. Nie sposób nie porównywać go do Under a Godless Veil , który pozostaje moim osobistym numerem jeden w twórczości Szwedów.
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Recenzje








