DIMMU BORGIR - "Enthrone Darkness Triumphant" (1997)
Autor: Łukasz Sarnacki
Data dodania: 30-05-2026
Wyświetleń: 169

DIMMU BORGIR - "Enthrone Darkness Triumphant" (1997)
Nuclear Blast Records
Raptem tydzień temu na świat spadła premiera nowej, dziesiątej (lub jedenastej, zależy jak kto liczy) płyty w dorobku tego norweskiego giganta (z Polakiem za garami - nie zapominajmy o tym nigdy), a dziś przypada 29 rocznica wydania albumu, który zmienił bieg wydarzeń w karierze Dimmu Borgir i bez którego historia tego gatunku prawdopodobnie potoczyłaby się nieco inaczej - "Enthrone Darkness Triumphant" .
Ależ to była zawierucha, gdy w 1997 ukazała się ta płyta. Nie dość, że w black metalu był to dość odważny skok na wyraźne uwypuklenie instrumentów klawiszowych i nadanie im roli równoprawnej gitarom, tudzież momentami wręcz dominującej, to w dodatku wszystko zostało ubrane w czyste i klarowne brzmienie, więc mogło podobać się znacznie szerszym gronom odbiorców (czyli komercha, jak to niektórzy lubią określać). Pikanterii dodawały wywiady, w których muzycy zespołu zachwycali się sami sobą, wywyższali i okropnie emanowali bufonadą z ego wystrzelonym w kosmos. W 1997 roku był to perfekcyjny przepis na sukces.
Przyznaję, że nie znałem wówczas wcześniejszych płyt - "For All Tid" ani "Stormblåst" , więc gdy usłyszałem "Mourning Palace" na kompilacji dołączonej do magazynu Morbid Noizz zwyczajnie rozbiłem szczękę o podłogę. Do wszystkiego doszedł okropnie wyrazisty, przerysowany image, gołe baby upaćkane sztuczną krwią, wszechobecne bluźnierstwo i klawiszowiec, który do całości pasował jak pięść do nosa. Na 13-letnim chłopcu robiło to wszystko piorunujące wrażenie.
Katowałem "Mourning Palace" bez przerwy i pokazywałem wszystkim znajomym. Jeden starszy kolega usłyszał piosenkę i powiedział - "Wreszcie jakiś zespół grający inteligentny black metal". Hehe, no rzeczywiście... Szybko w moje ręce trafiła kaseta. Miałem przegrywaną, bo dogadałem się z kumplem, że on kupi Dimmu, a ja wydany w podobnym czasie "The Mind's I" Dark Tranquillity i sobie poprzegrywamy nawzajem. Kombinowało się żeby mieć więcej za mniej.
Z dużą intensywnością słuchałem "Enthrone..." , do tego stopnia, że w zasadzie zajechałem ją na pamięć. Cieszyła mnie wydana rok później EPka "Godless Savage Garden" i kolejny album "Spiritual Black Dimensions" , ale w tamtych czasach uważałem, że zespół dopiero przebił swój przełomowy, omawiany dziś album w 2001 wydając moim zdaniem bezwzględnie najlepszą płytę w swojej historii - "Puritanical Euphoric Misanthropia" .
Jakie więc są moje wrażenia słuchając tej płyty tyle lat po premierze? Wciąż mi się podoba, wywołuje fajne emocje i wspomnienia, nóżka tupie, głowa się kiwa z aprobatą. I choć wiem, że to wszystko niesione jest silnym sentymentem to trzeba przyznać, że "Enthrone Darkness Triumphant" to pomnikowy album, bez którego dzisiejszy black metal (ten bardziej melodyjny i symfoniczny oczywiście) z pewnością nie wyglądałby tak jak wygląda, czy to się komuś podoba czy nie.
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Recenzje

DIMMU BORGIR - "Enthrone Darkness Triumphant" (1997)
Nuclear Blast Records
Raptem tydzień temu na świat spadła premiera nowej, dziesiątej (lub jedenastej, zależy jak kto liczy) płyty w dorobku tego norweskiego giganta (z Polakiem za garami - nie zapominajmy o tym nigdy), a dziś przypada 29 rocznica wydania albumu, który zmienił bieg wydarzeń w karierze Dimmu Borgir i bez którego historia tego gatunku prawdopodobnie potoczyłaby się nieco inaczej - "Enthrone Darkness Triumphant" .
Ależ to była zawierucha, gdy w 1997 ukazała się ta płyta. Nie dość, że w black metalu był to dość odważny skok na wyraźne uwypuklenie instrumentów klawiszowych i nadanie im roli równoprawnej gitarom, tudzież momentami wręcz dominującej, to w dodatku wszystko zostało ubrane w czyste i klarowne brzmienie, więc mogło podobać się znacznie szerszym gronom odbiorców (czyli komercha, jak to niektórzy lubią określać). Pikanterii dodawały wywiady, w których muzycy zespołu zachwycali się sami sobą, wywyższali i okropnie emanowali bufonadą z ego wystrzelonym w kosmos. W 1997 roku był to perfekcyjny przepis na sukces.
Przyznaję, że nie znałem wówczas wcześniejszych płyt - "For All Tid" ani "Stormblåst" , więc gdy usłyszałem "Mourning Palace" na kompilacji dołączonej do magazynu Morbid Noizz zwyczajnie rozbiłem szczękę o podłogę. Do wszystkiego doszedł okropnie wyrazisty, przerysowany image, gołe baby upaćkane sztuczną krwią, wszechobecne bluźnierstwo i klawiszowiec, który do całości pasował jak pięść do nosa. Na 13-letnim chłopcu robiło to wszystko piorunujące wrażenie.
Katowałem "Mourning Palace" bez przerwy i pokazywałem wszystkim znajomym. Jeden starszy kolega usłyszał piosenkę i powiedział - "Wreszcie jakiś zespół grający inteligentny black metal". Hehe, no rzeczywiście... Szybko w moje ręce trafiła kaseta. Miałem przegrywaną, bo dogadałem się z kumplem, że on kupi Dimmu, a ja wydany w podobnym czasie "The Mind's I" Dark Tranquillity i sobie poprzegrywamy nawzajem. Kombinowało się żeby mieć więcej za mniej.
Z dużą intensywnością słuchałem "Enthrone..." , do tego stopnia, że w zasadzie zajechałem ją na pamięć. Cieszyła mnie wydana rok później EPka "Godless Savage Garden" i kolejny album "Spiritual Black Dimensions" , ale w tamtych czasach uważałem, że zespół dopiero przebił swój przełomowy, omawiany dziś album w 2001 wydając moim zdaniem bezwzględnie najlepszą płytę w swojej historii - "Puritanical Euphoric Misanthropia" .
Jakie więc są moje wrażenia słuchając tej płyty tyle lat po premierze? Wciąż mi się podoba, wywołuje fajne emocje i wspomnienia, nóżka tupie, głowa się kiwa z aprobatą. I choć wiem, że to wszystko niesione jest silnym sentymentem to trzeba przyznać, że "Enthrone Darkness Triumphant" to pomnikowy album, bez którego dzisiejszy black metal (ten bardziej melodyjny i symfoniczny oczywiście) z pewnością nie wyglądałby tak jak wygląda, czy to się komuś podoba czy nie.
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Recenzje









