AngielskiPolski
Koszyk 0
Twój koszyk jest pusty...
Strona główna » Blog » Recenzje » DIMMU BORGIR - "Enthrone Darkness Triumphant" (1997)
  • wrzesien

Prześlij nam swój adres e-mail, a my powiadomimy Cię o nowych produktach, najlepszych cenach, promocjach i wyprzedażach.

 
  • Ilość produktów: 395
  • Ilość kategorii: 33
  • Ilość promocji: 38
  • Ilość nowości: 28
  • Aktualnie klientów na stronie: 3
  • Sklep odwiedziło: 1292603 klientów
  • Sklep działa od: 09-01-2015

DIMMU BORGIR - "Enthrone Darkness Triumphant" (1997)

Autor: Łukasz Sarnacki Data dodania: 30-05-2026 Wyświetleń: 169
alt

DIMMU BORGIR - "Enthrone Darkness Triumphant" (1997)
Nuclear Blast Records

Raptem tydzień temu na świat spadła premiera nowej, dziesiątej (lub jedenastej, zależy jak kto liczy) płyty w dorobku tego norweskiego giganta (z Polakiem za garami - nie zapominajmy o tym nigdy), a dziś przypada 29 rocznica wydania albumu, który zmienił bieg wydarzeń w karierze Dimmu Borgir i bez którego historia tego gatunku prawdopodobnie potoczyłaby się nieco inaczej - "Enthrone Darkness Triumphant" .

Ależ to była zawierucha, gdy w 1997 ukazała się ta płyta. Nie dość, że w black metalu był to dość odważny skok na wyraźne uwypuklenie instrumentów klawiszowych i nadanie im roli równoprawnej gitarom, tudzież momentami wręcz dominującej, to w dodatku wszystko zostało ubrane w czyste i klarowne brzmienie, więc mogło podobać się znacznie szerszym gronom odbiorców (czyli komercha, jak to niektórzy lubią określać). Pikanterii dodawały wywiady, w których muzycy zespołu zachwycali się sami sobą, wywyższali i okropnie emanowali bufonadą z ego wystrzelonym w kosmos. W 1997 roku był to perfekcyjny przepis na sukces.

Przyznaję, że nie znałem wówczas wcześniejszych płyt - "For All Tid" ani "Stormblåst" , więc gdy usłyszałem "Mourning Palace" na kompilacji dołączonej do magazynu Morbid Noizz zwyczajnie rozbiłem szczękę o podłogę. Do wszystkiego doszedł okropnie wyrazisty, przerysowany image, gołe baby upaćkane sztuczną krwią, wszechobecne bluźnierstwo i klawiszowiec, który do całości pasował jak pięść do nosa. Na 13-letnim chłopcu robiło to wszystko piorunujące wrażenie.

Katowałem "Mourning Palace" bez przerwy i pokazywałem wszystkim znajomym. Jeden starszy kolega usłyszał piosenkę i powiedział - "Wreszcie jakiś zespół grający inteligentny black metal". Hehe, no rzeczywiście... Szybko w moje ręce trafiła kaseta. Miałem przegrywaną, bo dogadałem się z kumplem, że on kupi Dimmu, a ja wydany w podobnym czasie "The Mind's I" Dark Tranquillity i sobie poprzegrywamy nawzajem. Kombinowało się żeby mieć więcej za mniej.

Z dużą intensywnością słuchałem "Enthrone..." , do tego stopnia, że w zasadzie zajechałem ją na pamięć. Cieszyła mnie wydana rok później EPka "Godless Savage Garden" i kolejny album "Spiritual Black Dimensions" , ale w tamtych czasach uważałem, że zespół dopiero przebił swój przełomowy, omawiany dziś album w 2001 wydając moim zdaniem bezwzględnie najlepszą płytę w swojej historii - "Puritanical Euphoric Misanthropia" .

Jakie więc są moje wrażenia słuchając tej płyty tyle lat po premierze? Wciąż mi się podoba, wywołuje fajne emocje i wspomnienia, nóżka tupie, głowa się kiwa z aprobatą. I choć wiem, że to wszystko niesione jest silnym sentymentem to trzeba przyznać, że "Enthrone Darkness Triumphant" to pomnikowy album, bez którego dzisiejszy black metal (ten bardziej melodyjny i symfoniczny oczywiście) z pewnością nie wyglądałby tak jak wygląda, czy to się komuś podoba czy nie.
 

Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Recenzje

Reklama

Bestsellery

Newsletter

 

Korzystanie z tej witryny oznacza wyrażenie zgody na wykorzystanie plików cookies. Więcej informacji możesz znaleźć w naszej Polityce Cookies.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu