Brutal Assault 2026 - Podsumowanie (Relacja)
Autor: Łukasz Sarnacki
Data dodania: 14-08-2026
Wyświetleń: 808

Brutal Assault 2026 - Podsumowanie (Relacja)
Jaromer, 05-08.08.2026
Niektórzy twierdzą, że BRUTAL ASSAULT to najlepszy festiwal w Europie. Postanowiłem to sprawdzić na własnej skórze. Od mojego powrotu minęło kilka dni, zdążyłem już nieco ochłonąć, więc spróbuję jakoś podsumować te 5 dni spędzonych w Czechach z perspektywy brutalowego debiutanta.
Z pewnością wielu z Was bije się z myślami, czy tego typu wyprawa jest warta czasu i pieniędzy. Ja też mierzyłem się z tego typu dylematami. Uważam, że tak jak wszędzie - tu też są plusy i minusy, ale nigdy nie powiem wprost, że BRUTAL ASSAULT jest festiwalem lepszym niż MYSTIC czy SUMMER DYING LOUD. Dlaczego? Zapraszam do lektury.

MIEJSCE
BRUTAL ASSAULT od 19 lat odbywa się w osiemnastowiecznej Twierdzy Josefov w miejscowości Jaromer, oddalonej od polskiej granicy o 33 kilometry. Miejsce świetne, fantastycznie zaadoptowane do festiwalowych potrzeb. Natomiast sam Jaromer to niewielkie 13-tysięczne miasteczko, które w czasie festiwalu żyje metalem w każdym możliwym zakątku. To buduje klimat i sprawia, że ani na chwilę nie przestajemy czuć, że jesteśmy częścią wielkiego muzycznego święta.

NAJLEPSZY KONCERT
Nauczyłem się, jakość koncertu oceniać na podstawie wrażeń, które trwają jeszcze długo po jego zakończeniu. Takich koncertów na Brutalu było, co najmniej kilka, ale te najważniejsze, które zostaną ze mną na dłużej to z pewnością NEVERMORE, SÓLSTAFIR, PRIMUS, OLD MAN’S CHILD, TRIPTYKON, ALCEST i SATYRICON.
NAJGORSZY KONCERT
Krzywdzące określenie, ale jeśli mam wskazać koncertowe rozczarowanie festiwalu to niestety BORKNAGAR. Absolutnie nie, dlatego, że brzydko grali. Krzywdę wyrządził im pan dźwiękowiec, który podeptał magię ukrytą w muzyce.

SCENY
Było ich 5, ale spędzałem czas na 3 - Sea Shepherd, Marshall i Obscure. Nie dotarłem na żaden koncert na Octagon, ani na KAL - nie, dlatego, że nic mnie tam nie interesowało. Znajomi, którzy pokusili się o wejście na koncerty na te dwie najmniejsze sceny mówili, że to nawet nie było doświadczenie na granicy komfortu, tylko istna męczarnia. Frustracje potęgował fakt, że o ile dało się tam w miarę swobodnie wejść, to już znacznie gorzej było z wyjściem. Nie lubię sytuacji, w których nie mogę wpłynąć na to, co się wokół mnie dzieje, więc za takie atrakcje podziękowałem w przedbiegach.
LINE-UP
Często dobiegały mnie słuchy, że skład Brutala był w tym roku taki sobie. O zgrozo, nawet sam tak przez chwilę twierdziłem... Ot typowa klęska urodzaju. Nie wiem jak bym sobie poradził z wyborami koncertów, gdyby było jeszcze więcej interesujących mnie zespołów. Nawet w tym roku, przy pozornie „średnim” line upie miałem kilka zgrzytów i musiałem wybierać, co chcę zobaczyć, a co muszę odpuścić.

ORGANIZACJA
Temat rzeka. Zacznijmy od tego, jak kolosalnym przedsięwzięciem jest taki festiwal. Z perspektywy fana kompletnie nie zdajemy sobie sprawy z tego, jaka tam walka nieustannie toczy się na zapleczu. Jako uczestnik nieuprzywilejowany przyznaję, że wszystko grało jak w szwajcarskim zegarku. Koncerty odbywały się punktualnie, wszystko intuicyjne, dostosowane nawet do najbardziej opornych festiwalowiczów. Czułem się dobrze zaopiekowany.
APLIKACJA MOBILNA
Genialna sprawa. Korzystałem cały czas. Mocno ułatwiała mi organizację czasu i wybór koncertowych atrakcji.

KIBLE
Temat dyskusyjny. Miałem nieodparte wrażenie, że jak na taki rozmach frekwencyjny, to kibelków było stosunkowo niewiele. ToiToi’e były tak zapuszczone, że po jednym epizodzie z niemal wyciekającym kałomoczem podjąłem decyzję dalszego korzystania jedynie z opcji płatnych. No i właśnie. Dziwny to standard, do którego na takich spędach nie przywykłem, ale usługa była stosunkowo czysta, więc generalnie ok. Poza tym mężczyźni mogli skorzystać z sympatycznej rynny za parawanem (spoko opcja z umywalkami obok), z potrójnych pisuarów (nie korzystałem) lub z rynny dla hardcorów doczepionej do muru, pod którą po zmroku tworzyło się obfite moczobłoto. Zdecydowanie najgorzej miały panie, które zmuszone były tkwić w długich kolejkach.
STREFA GASTRO
Czego tu nie było? Każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Dania mięsne, vege, vegan, kuchnia chilijska, indyjska, włoska, węgierska, grecka, turecka, meksykańska, na słodko, na słono, na gorzko, do tego różne rodzaje kaw, herbat, napoje zimne, gorące, alkoholowe, bezalkoholowe, z bąbelkami, bez bąbelków. WSZYSTKO! Nie wierzę, że mógł tam znaleźć się ktoś, kto nie był w stanie znaleźć czegoś dla siebie.
WODA PITNA
Choć to już przestało mnie dziwić, to uważam, że zawsze warto podkreślić występowanie tak istotnego miejsca na terenie festiwalu. Kraników z wodą było dużo i w strategicznych miejscach, więc kolejki zdarzały się rzadko.
STOISKA Z PŁYTAMI I MERCHEM
Jeszcze do niedawna rzucałem się na to wszystko jak Nergal na Biblię, ale im więcej tych festiwali się zalicza tym wyraźniej widać, że wszędzie są w większości te same stoiska. Na polskich festiwalach w dodatku jest nawet trochę taniej. O wiele lepiej niż na MYSTIC lub SDL rozegrany był namiot z oficjalnym merchem występujących zespołów. Narzucenie kolejki poprzez ustawienie barierek powodowało porządek i brak niewygodnych przepychanek.
DODATKOWE ATRAKCJE
Dużo się działo poza scenami koncertowymi - Lemmy’s Dungeon, Pit Of Doom, Temple Of Bones, wystawa Zbigniewa Bielaka, warsztaty perkusyjne, warsztaty wokalne, wywiady, signing sessions… Można było też przejść się po fortecy i zobaczyć festiwal z góry, z murów. Ogrom wszystkiego tak opasły, że nie sposób było wszędzie zajrzeć.

OCHRONA
Co oni się nadźwigali tych głodnych wrażeń metali, to przechodzi ludzkie pojęcie. Za każdym razem w sposób niezwykle ostrożny podejmowali ludzi „pływających” na rękach - zawsze tak, aby nikomu nic się nie stało. Przyjrzałem się ich pracy podczas koncertu VADER. Pełen szacunek! Poza tym wszędzie pełna kultura, zawsze pomocni, pozytywnie nastawieni.
PARKINGI
Nie wykupiłem sobie parkingu i trochę żałowałem. Niestety bywało to kłopotliwe, bo codziennie zostawiałem auto dość daleko od bramy głównej, ale za to zawsze na tej samej ulicy - więc stabilnie. Jeśli cenisz sobie spokój i pewne opcje to warto rozważyć zakup wjazdu na któryś z festiwalowych parkingów.

ATMOSFERA
Nie do opisania! Co bym tu nie tworzył i jak się nie rozpływał, to i tak nic nie odda stanu faktycznego. Wyobraźcie sobie Państwo miasteczko, które żyje metalem i czuć to na każdym kroku. Wszyscy są serdeczni, sympatyczni, uśmiechnięci i każdy czuje się swobodnie, bo nikogo i niczego nie musi udawać. Tak jest nie tylko na terenie festiwalu, ale wszędzie, w całym mieście.
UCZESTNICY
Podobno było nas ponad 20 tysięcy luda. Dość grubo. Tak zatłoczone miejsca bywają stresogenne, ale nie wpłynęło to negatywnie na nikogo. Na samym festiwalu nie widziałem żadnej krzywej akcji. Jak ktoś upadł, to ktoś inny mu pomagał. Jak ktoś zaległ zworowany na słońcu, to inni pomagali mu przepełznąć w kawałek cienia. Fajne, ludzkie odruchy. Doszło też niestety do (mam nadzieję chwilowego) zaginięcia jednej osoby, której zdjęcie było wyświetlane na telebimach między koncertami. Jeszcze komuś innemu impreza wymknęła się spod kontroli i podobno utopił się w rzece…

ZNAJOMI
Obficie, ale jak zawsze skupienie kierowałem na koncerty.
PROTIP
Jeśli jedziesz na Brutala z podobnym nastawieniem do mojego, to powinieneś liczyć się z tym, że jesteśmy tylko ludźmi i mamy swoje limity. Dlatego też warto pamiętać o podstawach, czyli nawodnieniu oraz odpoczynku. Nie da się być wszędzie i widzieć wszystko. Czasem trzeba usiąść na dupie i zwyczajnie dać sobie odsapnąć.
Wróciłem do domu w niedzielę, ale dopiero we wtorek poczułem, że faktycznie odpocząłem i odespałem. To impreza na wysokich obrotach (nadmienię tylko, że jestem osobą niepijącą, więc nie wiem jak musiały się czuć osoby intensywnie imprezujące). Teraz czas podładować trochę bateryjki, bo już za 3 tygodnie SUMMER DYING LOUD.
To teraz na szybko w kilku zdaniach, dlaczego wcale nie uważam, że BRUTAL jest w czymś lepszy od MYSTIC lub SDL. Otóż każdy z tych festiwali jest inny, ma swoje lepsze i gorsze strony, coś co dla jednych bywa plusem, dla innych może być minusem, i na odwrót. Rzucanie tego typu deklaracji jest po prostu skrajnym, krzywdzącym uproszczeniem. Pamiętajmy, że nie da się dogodzić każdemu, i że każda z tych imprez jest robiona z niebywałym zaangażowaniem i dbałością o najdrobniejszy szczegół. Każda ma inne zaplecze i możliwości. Każdą z nich łączy natomiast jedna rzecz, której nie da się dotknąć ani zmierzyć - PASJA.

Opuszczałem teren festiwalu szczęśliwy i spokojny. Po wyjściu spojrzałem na główną bramę, uśmiechnąłem się, zrobiłem pamiątkową fotkę i powiedziałem „DO ZOBACZENIA BRUTAL ASSAULT”.
…czyli zadziałało :)
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Koncerty

Brutal Assault 2026 - Podsumowanie (Relacja)
Jaromer, 05-08.08.2026
Niektórzy twierdzą, że BRUTAL ASSAULT to najlepszy festiwal w Europie. Postanowiłem to sprawdzić na własnej skórze. Od mojego powrotu minęło kilka dni, zdążyłem już nieco ochłonąć, więc spróbuję jakoś podsumować te 5 dni spędzonych w Czechach z perspektywy brutalowego debiutanta.
Z pewnością wielu z Was bije się z myślami, czy tego typu wyprawa jest warta czasu i pieniędzy. Ja też mierzyłem się z tego typu dylematami. Uważam, że tak jak wszędzie - tu też są plusy i minusy, ale nigdy nie powiem wprost, że BRUTAL ASSAULT jest festiwalem lepszym niż MYSTIC czy SUMMER DYING LOUD. Dlaczego? Zapraszam do lektury.

MIEJSCE
BRUTAL ASSAULT od 19 lat odbywa się w osiemnastowiecznej Twierdzy Josefov w miejscowości Jaromer, oddalonej od polskiej granicy o 33 kilometry. Miejsce świetne, fantastycznie zaadoptowane do festiwalowych potrzeb. Natomiast sam Jaromer to niewielkie 13-tysięczne miasteczko, które w czasie festiwalu żyje metalem w każdym możliwym zakątku. To buduje klimat i sprawia, że ani na chwilę nie przestajemy czuć, że jesteśmy częścią wielkiego muzycznego święta.

NAJLEPSZY KONCERT
Nauczyłem się, jakość koncertu oceniać na podstawie wrażeń, które trwają jeszcze długo po jego zakończeniu. Takich koncertów na Brutalu było, co najmniej kilka, ale te najważniejsze, które zostaną ze mną na dłużej to z pewnością NEVERMORE, SÓLSTAFIR, PRIMUS, OLD MAN’S CHILD, TRIPTYKON, ALCEST i SATYRICON.
NAJGORSZY KONCERT
Krzywdzące określenie, ale jeśli mam wskazać koncertowe rozczarowanie festiwalu to niestety BORKNAGAR. Absolutnie nie, dlatego, że brzydko grali. Krzywdę wyrządził im pan dźwiękowiec, który podeptał magię ukrytą w muzyce.

SCENY
Było ich 5, ale spędzałem czas na 3 - Sea Shepherd, Marshall i Obscure. Nie dotarłem na żaden koncert na Octagon, ani na KAL - nie, dlatego, że nic mnie tam nie interesowało. Znajomi, którzy pokusili się o wejście na koncerty na te dwie najmniejsze sceny mówili, że to nawet nie było doświadczenie na granicy komfortu, tylko istna męczarnia. Frustracje potęgował fakt, że o ile dało się tam w miarę swobodnie wejść, to już znacznie gorzej było z wyjściem. Nie lubię sytuacji, w których nie mogę wpłynąć na to, co się wokół mnie dzieje, więc za takie atrakcje podziękowałem w przedbiegach.
LINE-UP
Często dobiegały mnie słuchy, że skład Brutala był w tym roku taki sobie. O zgrozo, nawet sam tak przez chwilę twierdziłem... Ot typowa klęska urodzaju. Nie wiem jak bym sobie poradził z wyborami koncertów, gdyby było jeszcze więcej interesujących mnie zespołów. Nawet w tym roku, przy pozornie „średnim” line upie miałem kilka zgrzytów i musiałem wybierać, co chcę zobaczyć, a co muszę odpuścić.

ORGANIZACJA
Temat rzeka. Zacznijmy od tego, jak kolosalnym przedsięwzięciem jest taki festiwal. Z perspektywy fana kompletnie nie zdajemy sobie sprawy z tego, jaka tam walka nieustannie toczy się na zapleczu. Jako uczestnik nieuprzywilejowany przyznaję, że wszystko grało jak w szwajcarskim zegarku. Koncerty odbywały się punktualnie, wszystko intuicyjne, dostosowane nawet do najbardziej opornych festiwalowiczów. Czułem się dobrze zaopiekowany.
APLIKACJA MOBILNA
Genialna sprawa. Korzystałem cały czas. Mocno ułatwiała mi organizację czasu i wybór koncertowych atrakcji.

KIBLE
Temat dyskusyjny. Miałem nieodparte wrażenie, że jak na taki rozmach frekwencyjny, to kibelków było stosunkowo niewiele. ToiToi’e były tak zapuszczone, że po jednym epizodzie z niemal wyciekającym kałomoczem podjąłem decyzję dalszego korzystania jedynie z opcji płatnych. No i właśnie. Dziwny to standard, do którego na takich spędach nie przywykłem, ale usługa była stosunkowo czysta, więc generalnie ok. Poza tym mężczyźni mogli skorzystać z sympatycznej rynny za parawanem (spoko opcja z umywalkami obok), z potrójnych pisuarów (nie korzystałem) lub z rynny dla hardcorów doczepionej do muru, pod którą po zmroku tworzyło się obfite moczobłoto. Zdecydowanie najgorzej miały panie, które zmuszone były tkwić w długich kolejkach.
STREFA GASTRO
Czego tu nie było? Każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Dania mięsne, vege, vegan, kuchnia chilijska, indyjska, włoska, węgierska, grecka, turecka, meksykańska, na słodko, na słono, na gorzko, do tego różne rodzaje kaw, herbat, napoje zimne, gorące, alkoholowe, bezalkoholowe, z bąbelkami, bez bąbelków. WSZYSTKO! Nie wierzę, że mógł tam znaleźć się ktoś, kto nie był w stanie znaleźć czegoś dla siebie.
WODA PITNA
Choć to już przestało mnie dziwić, to uważam, że zawsze warto podkreślić występowanie tak istotnego miejsca na terenie festiwalu. Kraników z wodą było dużo i w strategicznych miejscach, więc kolejki zdarzały się rzadko.
STOISKA Z PŁYTAMI I MERCHEM
Jeszcze do niedawna rzucałem się na to wszystko jak Nergal na Biblię, ale im więcej tych festiwali się zalicza tym wyraźniej widać, że wszędzie są w większości te same stoiska. Na polskich festiwalach w dodatku jest nawet trochę taniej. O wiele lepiej niż na MYSTIC lub SDL rozegrany był namiot z oficjalnym merchem występujących zespołów. Narzucenie kolejki poprzez ustawienie barierek powodowało porządek i brak niewygodnych przepychanek.
DODATKOWE ATRAKCJE
Dużo się działo poza scenami koncertowymi - Lemmy’s Dungeon, Pit Of Doom, Temple Of Bones, wystawa Zbigniewa Bielaka, warsztaty perkusyjne, warsztaty wokalne, wywiady, signing sessions… Można było też przejść się po fortecy i zobaczyć festiwal z góry, z murów. Ogrom wszystkiego tak opasły, że nie sposób było wszędzie zajrzeć.

OCHRONA
Co oni się nadźwigali tych głodnych wrażeń metali, to przechodzi ludzkie pojęcie. Za każdym razem w sposób niezwykle ostrożny podejmowali ludzi „pływających” na rękach - zawsze tak, aby nikomu nic się nie stało. Przyjrzałem się ich pracy podczas koncertu VADER. Pełen szacunek! Poza tym wszędzie pełna kultura, zawsze pomocni, pozytywnie nastawieni.
PARKINGI
Nie wykupiłem sobie parkingu i trochę żałowałem. Niestety bywało to kłopotliwe, bo codziennie zostawiałem auto dość daleko od bramy głównej, ale za to zawsze na tej samej ulicy - więc stabilnie. Jeśli cenisz sobie spokój i pewne opcje to warto rozważyć zakup wjazdu na któryś z festiwalowych parkingów.

ATMOSFERA
Nie do opisania! Co bym tu nie tworzył i jak się nie rozpływał, to i tak nic nie odda stanu faktycznego. Wyobraźcie sobie Państwo miasteczko, które żyje metalem i czuć to na każdym kroku. Wszyscy są serdeczni, sympatyczni, uśmiechnięci i każdy czuje się swobodnie, bo nikogo i niczego nie musi udawać. Tak jest nie tylko na terenie festiwalu, ale wszędzie, w całym mieście.
UCZESTNICY
Podobno było nas ponad 20 tysięcy luda. Dość grubo. Tak zatłoczone miejsca bywają stresogenne, ale nie wpłynęło to negatywnie na nikogo. Na samym festiwalu nie widziałem żadnej krzywej akcji. Jak ktoś upadł, to ktoś inny mu pomagał. Jak ktoś zaległ zworowany na słońcu, to inni pomagali mu przepełznąć w kawałek cienia. Fajne, ludzkie odruchy. Doszło też niestety do (mam nadzieję chwilowego) zaginięcia jednej osoby, której zdjęcie było wyświetlane na telebimach między koncertami. Jeszcze komuś innemu impreza wymknęła się spod kontroli i podobno utopił się w rzece…

ZNAJOMI
Obficie, ale jak zawsze skupienie kierowałem na koncerty.
PROTIP
Jeśli jedziesz na Brutala z podobnym nastawieniem do mojego, to powinieneś liczyć się z tym, że jesteśmy tylko ludźmi i mamy swoje limity. Dlatego też warto pamiętać o podstawach, czyli nawodnieniu oraz odpoczynku. Nie da się być wszędzie i widzieć wszystko. Czasem trzeba usiąść na dupie i zwyczajnie dać sobie odsapnąć.
Wróciłem do domu w niedzielę, ale dopiero we wtorek poczułem, że faktycznie odpocząłem i odespałem. To impreza na wysokich obrotach (nadmienię tylko, że jestem osobą niepijącą, więc nie wiem jak musiały się czuć osoby intensywnie imprezujące). Teraz czas podładować trochę bateryjki, bo już za 3 tygodnie SUMMER DYING LOUD.
To teraz na szybko w kilku zdaniach, dlaczego wcale nie uważam, że BRUTAL jest w czymś lepszy od MYSTIC lub SDL. Otóż każdy z tych festiwali jest inny, ma swoje lepsze i gorsze strony, coś co dla jednych bywa plusem, dla innych może być minusem, i na odwrót. Rzucanie tego typu deklaracji jest po prostu skrajnym, krzywdzącym uproszczeniem. Pamiętajmy, że nie da się dogodzić każdemu, i że każda z tych imprez jest robiona z niebywałym zaangażowaniem i dbałością o najdrobniejszy szczegół. Każda ma inne zaplecze i możliwości. Każdą z nich łączy natomiast jedna rzecz, której nie da się dotknąć ani zmierzyć - PASJA.

Opuszczałem teren festiwalu szczęśliwy i spokojny. Po wyjściu spojrzałem na główną bramę, uśmiechnąłem się, zrobiłem pamiątkową fotkę i powiedziałem „DO ZOBACZENIA BRUTAL ASSAULT”.
…czyli zadziałało :)
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Koncerty








