Brutal Assault 2026 - Dzień 3 (Relacja)
Autor: Łukasz Sarnacki
Data dodania: 10-08-2026
Wyświetleń: 266

Brutal Assault 2026 - Dzień 3 (Relacja)
Jaromer, 07.08.2026
Wnioski wyciągnięte z błędów poprzednich dni zrobiły robotę. Przyjechałem przed 16:00 z planem zwiedzania festiwalowych atrakcji. Chciałem wreszcie spokojnie się rozejrzeć, żeby jeszcze bardziej zrozumieć i poczuć klimat BRUTAL ASSAULT, nie tylko od strony koncertowej. CORROSION OF CONFORMITY widziałem na MYSTIC dwa miesiące temu, dlatego też świadomie, bez napinki odpuściłem ich koncert. Przy dźwiękach COC zajrzałem do Lemmy’s Dungeon, Temple Of Bones, Pit Of Doom, na wystawę Zbigniewa Bielaka, szwendałem się po zakamarkach fortecy i po stoiskach z merchem.
Pierwszym koncertem, którego nie mogłem odpuścić był CORONER. To dowód na to, że na MYSTIC zrobili na mnie dobre wrażenie, więc chciałem to powtórzyć. Reprezentanci najbardziej klasowego come backu ostatnich lat starzeją się z klasą godną szacunku i podziwu. Potwierdziła to fantastyczna powrotna płyta „Dissonance Theory” z zeszłego roku, jak i występy na żywo. Koncert bez słabych momentów.
Potem zajrzałem na PALEFACE SWISS, po to chyba tylko, aby utwierdzić się w przekonaniu, dlaczego nie lubię tego typu grania.

CLAWFINGER zaczął… falstartem. Po 5 sekundach zniknęła gitara i zespół musiał przerwać pierwszy utwór. Sprytnie obrócił to w żart, bo każdy kto choć raz był na scenie wie, że koncert podczas którego nic się nie spie*doliło należy powtórzyć i coś spie*dolić. Moja przygodna z CLAWFINGER zaczęła i skończyła się w latach ’90. Aktywnie zainteresowałem się albumem „Deaf Dumb Blind” , który lubię do teraz, ale potem nie sięgnąłem po żaden inny krążek. Wpadłem więc na Marshall Stage z czystej ciekawości i był to fajnie spędzony czas. Dużo luzu, dystansu do siebie. Szwedzi grają bardzo „festiwalowo”, skocznie i melodyjnie. Taka trochę muzyka bez drugiego dna, ale przecież nie zawsze chodzi o to, aby ścigać się na ambicje. Świetne, mocne brzmienie potęgowało wrażenia. Konferansjerka momentami sprawiała, ze czułem się jakbym trafił na anglojęzyczny koncert BIG CYC, ale kleiło się to elegancko z tą chwytliwą, gładką w odbiorze muzyką.

GRAVE sobie odpuściłem. Po tym jak się wynudziłem na SUMMER DYING LOUD rok temu i pogłębiłem wrażenia na tegorocznym MYSTIC uznałem, że tego szwedzkiego reprezentanta sceny death metal w obecnym życiu do niczego nie potrzebuję.
Ochoczo poszedłem za to na PRIMUS, który zawsze kojarzył mi się z 3 rzeczami.
Następnie udałem się na Obscure Stage sprawdzić co ten Nergal znowu nawymyślał. Koncepcja odświeżenia debiutu BEHEMOTH „Sventevith (Stormong Near The Baltic)” z 1995 roku oczywiście wywołała fale dyskusji. A po co? A na co? A czemu w takim składzie? A bo to pewnie skok na kasę, itp, itd. Nie wnikałem w genezę tego pomysłu, więc mogę jedynie się domyślać, ale wydaje mi się, że czasem, gdy ambicje, ciężka praca, możliwości i łut szczęścia doprowadzają Cię bardzo wysoko, pojawia się nostalgia za tym co było kiedyś i jak to wyglądało. Być może paplam tutaj głupoty, ale gdy wczoraj oglądałem MISPYRMING & NERGAL PLAYS BEHEMOTH’S SVENTEVITH, widząc ten stosunkowo oszczędny show pompowany naturalną energią ludzi, a nie pirotechniki zrozumiałem, że być może właśnie dlatego Ner zrobił to w takiej, a nie innej formie. Jest to fajny, uderzający w sentymentalną strunę mojego pokolenia ukłon w stronę korzeni tego niezwykle zasłużonego artysty. Dobrze się tego słuchało i oglądało. A dlaczego Nergal zrobił to z MISPYRMING zamiast dać szansę komuś z Polski? Wystarczy pomyśleć. Może ktoś wreszcie zrozumie ten podprogowy przekaz.

KATATONIA była na samym szczycie mojej listy atrakcji całego festiwalu. To zespół, który kocham bezgranicznie, i który jak mało kto, trafia w samo sedno moich preferencji muzycznych. Niestety koncert mi zburzył problem natury prywatnej i widziałem pierwsze 4 utwory i 3 ostatnie. Zaczęli od „Thrice” . Po kilku dźwiękach odcięło bas, więc start nie obył się bez problemów technicznych. Przypominam podstawową zasadę grania w zespole - koncert bez wpadki należy powtórzyć i coś spie*dolić. W zeszłym roku widziałem ich w warszawskiej Progresji i wtedy uderzył mnie chaos. Było za głośno, przez co umykały detale, które stanowią kluczową rolę w muzyce Szwedów. Wczoraj muzyka rozpływała się między murami twierdzy i kojąco otaczała mnie z każdej strony. Mało się o tym mówi w branży, ale KATATONIA posiada niesamowitego perkusistę. Daniel Moilanen buduje niezwykłe formy rytmiczne wprowadzając muzykę na bardzo nieoczywiste tory. Polecam zwrócić na niego uwagę. To mój ich drugi koncert promujący zeszłoroczny album „Nightmares as Extensions of the Waking State” i mam tylko jedną uwagę. Zarówno w Warszawie, jak i wczoraj na Brutalu nie do końca siedziała mi setlista. Ten zespół ma w repertuarze tak wiele wspaniałych kompozycji, a często sięga po te bardziej zawiłe i progresywnie pokręcone. Dziwna to koncepcja. Z koncertu najbardziej zapamiętam jednak fakt, że w jego trakcie musiałem zdalnie ogarniać problemy prywatne, przed północą, będąc 700km od domu. Szkoda.

Nie do końca byłem przekonany do reaktywacji OLD MAN’S CHILD. Nie wiem dlaczego, ale powątpiewałem w jakość tego, co dostarczy wąsaty Galder. A jak jeszcze się okazało, że na koncertach będzie grał Tjodalv (ex-DIMMU BORGIR) na perkusji, to wróżyłem katastrofę. Zapisał mi się w pamięci jako niezwykle sztywny, niestabilny perkusista. Od pierwszych sekund poczułem, że wszystkie moje wcześniejsze myśli zostały wymiecione z głowy, bo przede mną grał zespół bardzo sprawny i brzmiący perfekcyjnie od pierwszej do ostatniej sekundy. Powiewający w tle oldschoolowy backdrop z piorunami przywoływał estetykę mainstreamowego black metalu przełomu tysiącleci. Do tego wizerunek zespołu i muzyka mojej młodości i znowu sentymentalna strona mojej duszy została zabrana w piękną podróż w czasie. Bardzo mi się podobało i z ogromną przyjemnością bym to powtórzył. Liczę też na nową muzykę. Zespół jest w świetnej formie. Z tego może zrodzić się album, który zmiecie ostatni DIMMU BORGIR. Trzymam za to kciuki.
Najlepsze koncerty wczorajszego dnia to dla mnie OLD MAN’S CHILD i PRIMUS. W podsumowaniu pomijam KATATONIA ze względu na wyżej wspomniane okoliczności.
Oczekiwania wobec ostatniego dnia: oby obyło się bez takich prywatnych ekscesów jak wczoraj.
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Koncerty

Brutal Assault 2026 - Dzień 3 (Relacja)
Jaromer, 07.08.2026
Wnioski wyciągnięte z błędów poprzednich dni zrobiły robotę. Przyjechałem przed 16:00 z planem zwiedzania festiwalowych atrakcji. Chciałem wreszcie spokojnie się rozejrzeć, żeby jeszcze bardziej zrozumieć i poczuć klimat BRUTAL ASSAULT, nie tylko od strony koncertowej. CORROSION OF CONFORMITY widziałem na MYSTIC dwa miesiące temu, dlatego też świadomie, bez napinki odpuściłem ich koncert. Przy dźwiękach COC zajrzałem do Lemmy’s Dungeon, Temple Of Bones, Pit Of Doom, na wystawę Zbigniewa Bielaka, szwendałem się po zakamarkach fortecy i po stoiskach z merchem.
Pierwszym koncertem, którego nie mogłem odpuścić był CORONER. To dowód na to, że na MYSTIC zrobili na mnie dobre wrażenie, więc chciałem to powtórzyć. Reprezentanci najbardziej klasowego come backu ostatnich lat starzeją się z klasą godną szacunku i podziwu. Potwierdziła to fantastyczna powrotna płyta „Dissonance Theory” z zeszłego roku, jak i występy na żywo. Koncert bez słabych momentów.
Potem zajrzałem na PALEFACE SWISS, po to chyba tylko, aby utwierdzić się w przekonaniu, dlaczego nie lubię tego typu grania.

CLAWFINGER zaczął… falstartem. Po 5 sekundach zniknęła gitara i zespół musiał przerwać pierwszy utwór. Sprytnie obrócił to w żart, bo każdy kto choć raz był na scenie wie, że koncert podczas którego nic się nie spie*doliło należy powtórzyć i coś spie*dolić. Moja przygodna z CLAWFINGER zaczęła i skończyła się w latach ’90. Aktywnie zainteresowałem się albumem „Deaf Dumb Blind” , który lubię do teraz, ale potem nie sięgnąłem po żaden inny krążek. Wpadłem więc na Marshall Stage z czystej ciekawości i był to fajnie spędzony czas. Dużo luzu, dystansu do siebie. Szwedzi grają bardzo „festiwalowo”, skocznie i melodyjnie. Taka trochę muzyka bez drugiego dna, ale przecież nie zawsze chodzi o to, aby ścigać się na ambicje. Świetne, mocne brzmienie potęgowało wrażenia. Konferansjerka momentami sprawiała, ze czułem się jakbym trafił na anglojęzyczny koncert BIG CYC, ale kleiło się to elegancko z tą chwytliwą, gładką w odbiorze muzyką.

GRAVE sobie odpuściłem. Po tym jak się wynudziłem na SUMMER DYING LOUD rok temu i pogłębiłem wrażenia na tegorocznym MYSTIC uznałem, że tego szwedzkiego reprezentanta sceny death metal w obecnym życiu do niczego nie potrzebuję.
Ochoczo poszedłem za to na PRIMUS, który zawsze kojarzył mi się z 3 rzeczami.
- Z genialnym klipem do utworu „Mr. Krinkle” .
- Z kreskówką „Beavis & Butt-Head” .
- Z rozbiegówką do „South Park” .
Następnie udałem się na Obscure Stage sprawdzić co ten Nergal znowu nawymyślał. Koncepcja odświeżenia debiutu BEHEMOTH „Sventevith (Stormong Near The Baltic)” z 1995 roku oczywiście wywołała fale dyskusji. A po co? A na co? A czemu w takim składzie? A bo to pewnie skok na kasę, itp, itd. Nie wnikałem w genezę tego pomysłu, więc mogę jedynie się domyślać, ale wydaje mi się, że czasem, gdy ambicje, ciężka praca, możliwości i łut szczęścia doprowadzają Cię bardzo wysoko, pojawia się nostalgia za tym co było kiedyś i jak to wyglądało. Być może paplam tutaj głupoty, ale gdy wczoraj oglądałem MISPYRMING & NERGAL PLAYS BEHEMOTH’S SVENTEVITH, widząc ten stosunkowo oszczędny show pompowany naturalną energią ludzi, a nie pirotechniki zrozumiałem, że być może właśnie dlatego Ner zrobił to w takiej, a nie innej formie. Jest to fajny, uderzający w sentymentalną strunę mojego pokolenia ukłon w stronę korzeni tego niezwykle zasłużonego artysty. Dobrze się tego słuchało i oglądało. A dlaczego Nergal zrobił to z MISPYRMING zamiast dać szansę komuś z Polski? Wystarczy pomyśleć. Może ktoś wreszcie zrozumie ten podprogowy przekaz.

KATATONIA była na samym szczycie mojej listy atrakcji całego festiwalu. To zespół, który kocham bezgranicznie, i który jak mało kto, trafia w samo sedno moich preferencji muzycznych. Niestety koncert mi zburzył problem natury prywatnej i widziałem pierwsze 4 utwory i 3 ostatnie. Zaczęli od „Thrice” . Po kilku dźwiękach odcięło bas, więc start nie obył się bez problemów technicznych. Przypominam podstawową zasadę grania w zespole - koncert bez wpadki należy powtórzyć i coś spie*dolić. W zeszłym roku widziałem ich w warszawskiej Progresji i wtedy uderzył mnie chaos. Było za głośno, przez co umykały detale, które stanowią kluczową rolę w muzyce Szwedów. Wczoraj muzyka rozpływała się między murami twierdzy i kojąco otaczała mnie z każdej strony. Mało się o tym mówi w branży, ale KATATONIA posiada niesamowitego perkusistę. Daniel Moilanen buduje niezwykłe formy rytmiczne wprowadzając muzykę na bardzo nieoczywiste tory. Polecam zwrócić na niego uwagę. To mój ich drugi koncert promujący zeszłoroczny album „Nightmares as Extensions of the Waking State” i mam tylko jedną uwagę. Zarówno w Warszawie, jak i wczoraj na Brutalu nie do końca siedziała mi setlista. Ten zespół ma w repertuarze tak wiele wspaniałych kompozycji, a często sięga po te bardziej zawiłe i progresywnie pokręcone. Dziwna to koncepcja. Z koncertu najbardziej zapamiętam jednak fakt, że w jego trakcie musiałem zdalnie ogarniać problemy prywatne, przed północą, będąc 700km od domu. Szkoda.

Nie do końca byłem przekonany do reaktywacji OLD MAN’S CHILD. Nie wiem dlaczego, ale powątpiewałem w jakość tego, co dostarczy wąsaty Galder. A jak jeszcze się okazało, że na koncertach będzie grał Tjodalv (ex-DIMMU BORGIR) na perkusji, to wróżyłem katastrofę. Zapisał mi się w pamięci jako niezwykle sztywny, niestabilny perkusista. Od pierwszych sekund poczułem, że wszystkie moje wcześniejsze myśli zostały wymiecione z głowy, bo przede mną grał zespół bardzo sprawny i brzmiący perfekcyjnie od pierwszej do ostatniej sekundy. Powiewający w tle oldschoolowy backdrop z piorunami przywoływał estetykę mainstreamowego black metalu przełomu tysiącleci. Do tego wizerunek zespołu i muzyka mojej młodości i znowu sentymentalna strona mojej duszy została zabrana w piękną podróż w czasie. Bardzo mi się podobało i z ogromną przyjemnością bym to powtórzył. Liczę też na nową muzykę. Zespół jest w świetnej formie. Z tego może zrodzić się album, który zmiecie ostatni DIMMU BORGIR. Trzymam za to kciuki.
Najlepsze koncerty wczorajszego dnia to dla mnie OLD MAN’S CHILD i PRIMUS. W podsumowaniu pomijam KATATONIA ze względu na wyżej wspomniane okoliczności.
Oczekiwania wobec ostatniego dnia: oby obyło się bez takich prywatnych ekscesów jak wczoraj.
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Koncerty









