BLACK LABEL SOCIETY - „Engines of Demolition” (2026)
Autor: Wadim Filiks
Data dodania: 01-07-2026
Wyświetleń: 376

BLACK LABEL SOCIETY – „Engines of Demolition” (2026)
MNRK Heavy
Był ponury zimowy wieczór, gdy, oddając się starczej aktywności układania puzzli, w jednej z rockowych radiostacji usłyszałem single zapowiadające nowy album Black Label Society. Zdałem sobie wtedy sprawę z tego, jak bardzo brakowało mi twórczości Zakka Wylde’a. Nie w wydaniu scenicznym jego trybutu dla Dime’a pod logiem Pantery i nie w coverowym pod marką Zakk Sabbath, lecz właśnie w stylistyce BLS. Szybko odświeżyłem ulubione momenty z płyt Sonic Brew , The Blessed Hellride oraz Mafia , a pod koniec marca z głośników w końcu popłynęły świeże dźwięki Engines of Demolition – dwunastego już studyjnego albumu w twórczości kapeli dowodzonej przez byłego gitarzystę solowego zespołu Ozzy’ego Osbourna. Nazwisko i duch Księcia Ciemności będzie nam tu zresztą jeszcze towarzyszyć.
Engines of Demolition otwiera piosenka iście radiowa, swoisty natychmiastowy klasyk, który w przyszłości bezsprzecznie trafi na BLS-owe Greatest Hits . Numer Name In Blood to esencja twórczości kapeli Zakka Wylde’a. Poszarpane gitarowe intro, stopniowe budowanie napięcia, a potem riff, który mógłby konkurować z klimatem kultowego albumu No More Tears . Nic dziwnego, że singiel ten chłopaki z Black Label Society grają na koncertach zaraz po otwierającym show Funeral Bell . Styl nie do podrobienia i solówki grane na zmianę z Dario Loriną to zdecydowanie najmocniejszy punkt programu.
Publikację numeru otwierającego album poprzedzały trzy inne single – The Gallows , Lord Humungus oraz Broken and Blind . Każdy z tych numerów to tradycyjny BLS, a więc są tu mocne gitarowe partie wpisujące się w gatunek southern metalu i podsycone stylistyką groove'u. Jednocześnie na całej płycie znaleźć można sporo odniesień do klasyków i nie chodzi tu wyłącznie o Ozzy’ego, którego wokalem Zakk wyraźnie inspirował się przy Gatherer of Souls . Mamy tu np. odniesienia do ballady Wild Horses z repertuaru The Rolling Stones w numerze Better Days & Wiser Times . Z kolei Back to Me czerpie z dokonań country, konfrontując akustyczną sekcję rytmiczną z wywołującą ciarki solówką na elektryku, przypominając trochę o współczesnych dokonaniach Chrisa Stapletona. Natomiast wspomniany już singiel The Gallows bazuje na riffie, który mógłby być wyjęty żywcem z podręcznika początkującego gitarzysty autorstwa Tony’ego Iommi’ego.
Po takiej jeździe można zgasić silnik i odwiesić skórę, bowiem płytę zamyka Ozzy’s Song – hołd złożony człowiekowi, który sprawił, że Zakk Wylde to dziś marka sama w sobie. Śmierć Księcia Ciemności w 2025 roku była wydarzeniem spodziewanym, a mimo to szokującym, tym bardziej, że miała miejsce zaledwie dwa tygodnie po koncercie Back to the Beginning . Cytując klasyka, „niby człowiek wiedzioł, a jednak się łudził”, że Ozzy przeżyje nas wszystkich. Ekipa z BLS oddaje mu cześć w najlepszy możliwy sposób. Podobnie, jak w kompozycji In This River , dedykowanej Dimebagowi. Requiescat in pace.
Jak po kilku miesiącach od premiery wypada Engines of Demolition ? W tym muzycznym tyglu leży chyba recepta na sukces najnowszego albumu Black Label Society, na który przyszło nam czekać 5 lat. Następca przeciętnego w moim odczuciu krążka Doom Crew Inc. to swoisty powrót do tego, co naprawdę siedzi w głowie i pod palcami Zakka Wylde’a. Nie jest to album wybitny, ale po prostu dobra płyta, której przyjemnie się słucha i aż chce się wskoczyć na choppera lub zaprzyjaźnić się z jakimś Jackiem lub Jimem, if you know what I mean.
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Recenzje

BLACK LABEL SOCIETY – „Engines of Demolition” (2026)
MNRK Heavy
Był ponury zimowy wieczór, gdy, oddając się starczej aktywności układania puzzli, w jednej z rockowych radiostacji usłyszałem single zapowiadające nowy album Black Label Society. Zdałem sobie wtedy sprawę z tego, jak bardzo brakowało mi twórczości Zakka Wylde’a. Nie w wydaniu scenicznym jego trybutu dla Dime’a pod logiem Pantery i nie w coverowym pod marką Zakk Sabbath, lecz właśnie w stylistyce BLS. Szybko odświeżyłem ulubione momenty z płyt Sonic Brew , The Blessed Hellride oraz Mafia , a pod koniec marca z głośników w końcu popłynęły świeże dźwięki Engines of Demolition – dwunastego już studyjnego albumu w twórczości kapeli dowodzonej przez byłego gitarzystę solowego zespołu Ozzy’ego Osbourna. Nazwisko i duch Księcia Ciemności będzie nam tu zresztą jeszcze towarzyszyć.
Engines of Demolition otwiera piosenka iście radiowa, swoisty natychmiastowy klasyk, który w przyszłości bezsprzecznie trafi na BLS-owe Greatest Hits . Numer Name In Blood to esencja twórczości kapeli Zakka Wylde’a. Poszarpane gitarowe intro, stopniowe budowanie napięcia, a potem riff, który mógłby konkurować z klimatem kultowego albumu No More Tears . Nic dziwnego, że singiel ten chłopaki z Black Label Society grają na koncertach zaraz po otwierającym show Funeral Bell . Styl nie do podrobienia i solówki grane na zmianę z Dario Loriną to zdecydowanie najmocniejszy punkt programu.
Publikację numeru otwierającego album poprzedzały trzy inne single – The Gallows , Lord Humungus oraz Broken and Blind . Każdy z tych numerów to tradycyjny BLS, a więc są tu mocne gitarowe partie wpisujące się w gatunek southern metalu i podsycone stylistyką groove'u. Jednocześnie na całej płycie znaleźć można sporo odniesień do klasyków i nie chodzi tu wyłącznie o Ozzy’ego, którego wokalem Zakk wyraźnie inspirował się przy Gatherer of Souls . Mamy tu np. odniesienia do ballady Wild Horses z repertuaru The Rolling Stones w numerze Better Days & Wiser Times . Z kolei Back to Me czerpie z dokonań country, konfrontując akustyczną sekcję rytmiczną z wywołującą ciarki solówką na elektryku, przypominając trochę o współczesnych dokonaniach Chrisa Stapletona. Natomiast wspomniany już singiel The Gallows bazuje na riffie, który mógłby być wyjęty żywcem z podręcznika początkującego gitarzysty autorstwa Tony’ego Iommi’ego.
Po takiej jeździe można zgasić silnik i odwiesić skórę, bowiem płytę zamyka Ozzy’s Song – hołd złożony człowiekowi, który sprawił, że Zakk Wylde to dziś marka sama w sobie. Śmierć Księcia Ciemności w 2025 roku była wydarzeniem spodziewanym, a mimo to szokującym, tym bardziej, że miała miejsce zaledwie dwa tygodnie po koncercie Back to the Beginning . Cytując klasyka, „niby człowiek wiedzioł, a jednak się łudził”, że Ozzy przeżyje nas wszystkich. Ekipa z BLS oddaje mu cześć w najlepszy możliwy sposób. Podobnie, jak w kompozycji In This River , dedykowanej Dimebagowi. Requiescat in pace.
Jak po kilku miesiącach od premiery wypada Engines of Demolition ? W tym muzycznym tyglu leży chyba recepta na sukces najnowszego albumu Black Label Society, na który przyszło nam czekać 5 lat. Następca przeciętnego w moim odczuciu krążka Doom Crew Inc. to swoisty powrót do tego, co naprawdę siedzi w głowie i pod palcami Zakka Wylde’a. Nie jest to album wybitny, ale po prostu dobra płyta, której przyjemnie się słucha i aż chce się wskoczyć na choppera lub zaprzyjaźnić się z jakimś Jackiem lub Jimem, if you know what I mean.
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Recenzje








