ASTRAL ALCHEMY - „Weaving Chilling Magical Dreamworlds” (2026)
Autor: Fabian Filiks
Data dodania: 07-07-2026
Wyświetleń: 318

ASTRAL ALCHEMY - „Weaving Chilling Magical Dreamworlds” (2026)
Naturmacht Productions
Ostatnio często wpadam na ciekawe zespoły pochodzące z „kraju wolności”. Nie żebym specjalnie śledził tamtejszą scenę metalową, ale trochę jest tak, co rusz wpadam na jakieś ciekawe zespołu prosto z USA. Przypadeg? Nie sądzę… Tu nie może być mowy o koincydencji, raczej algorytm „wciska” tudzież „poleca” mi kolejne amerykańskie zespoły. Nie żebym był z tego powodu jakoś zawiedziony, szczególnie gdy trafiam na takie twory jak Astral Alchemy.
Płyta nowojorskich debiutantów pt. „Weaving Chilling Magicial Dreamworlds” to przedziwny twór, pełen nieoczywistych zagrań i pomysłów. Niektóre z nich z powodzeniem zszokują purystów gatunku. Może się mylę, ale to chyba nie jest muzyka, do jakiej przyzwyczaiła (?) nas scena USBM. Astral Alchemy lubuje się w woltach stylistycznych i na tej płycie mamy na to sporo dowodów. Pig squeele w „Stars of Ruin” , pozaziemskie plumkanie w „Collapse of the Cosmos” , melorecytacje z „Tria Prima Offering to the Great Serpent” i inne patenty, które polecam odkrywać samemu, kotłują się niczym mikstura w kociołku czarnoksiężnika. I byłoby to raczej niestrawne połączenie gdyby nie fakt, że w zaskakujący sposób wszystkie składniki „ Weaving Chilling Magical Dreamworlds” tworzą dość „smaczną”, choć nieco surową i niedogotowaną potrawkę.
Trudno mówić o jakiejś przesadnej oryginalności muzyki Astral Alchemy. Zespół, jak sama nazwa wskazuje, bawi się w trochę „transmutację metali” poprzez łączenie różnych riffów zaczerpniętych od tuzów gatunku. Pewnie, gdyby się intensywnie wsłuchiwać, znalazłyby się tu jakieś riffy inspirowane Dissection czy norweską drugą falą, ale tu chyba nie o to chodzi w muzyce Amerykanów. To nie jest kolejny projekt bazujący na nostalgii. To raczej taki muzyczny amalgamat stylów i środków wyrazu nagrany bez obaw przed krytyką, która pewnie spadnie na zespół ze strony „prawdziwków”. Ta mocno „larpowa”, niskobudżetowa okładka, estetyka zdjęć promocyjnych i klipu, na pierwszy rzut oka, może wydać się nieco przerysowana. Oczywiście sięganie po pomysły rodem z gier RPG czy książek fantasy nie są niczym nowym w black metalu (np. Summoning). Myślę, że tworzący Astral Alchemy muzycy też dobrze o tym wiedzą. Zarówno He Who Walks Under the Moon Blood (odpowiedzialny za gitarę, bas i wokale) jak i He Who Wields Twin Scepters of Malice (perkusja) celowo prezentują nieco mniej epicką wersję tego typu grania i jest to celowy zabieg mający umożliwić Astral Alchemy pójście swoją własną drogą niekoniecznie tylko po śladach wielkich zespołów, które były przed nimi.
Werdykt? Uważam też, że mimo pewnych mankamentów materiał „Weaving Chilling Magical Dreamworlds” może się spodobać wszystkim, którzy nie boją się eksperymentów w black metalu. Z bardziej ukierunkowanym i mniej eklektycznym podejściem alchemiczne zabawy Nowojorczyków mogą porwać na następnej płycie znacznie więcej osób. Póki co warto dać szansę temu debiutowi. Szczególnie, jeśli macie „otwartą głowę”…
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Recenzje

ASTRAL ALCHEMY - „Weaving Chilling Magical Dreamworlds” (2026)
Naturmacht Productions
Ostatnio często wpadam na ciekawe zespoły pochodzące z „kraju wolności”. Nie żebym specjalnie śledził tamtejszą scenę metalową, ale trochę jest tak, co rusz wpadam na jakieś ciekawe zespołu prosto z USA. Przypadeg? Nie sądzę… Tu nie może być mowy o koincydencji, raczej algorytm „wciska” tudzież „poleca” mi kolejne amerykańskie zespoły. Nie żebym był z tego powodu jakoś zawiedziony, szczególnie gdy trafiam na takie twory jak Astral Alchemy.
Płyta nowojorskich debiutantów pt. „Weaving Chilling Magicial Dreamworlds” to przedziwny twór, pełen nieoczywistych zagrań i pomysłów. Niektóre z nich z powodzeniem zszokują purystów gatunku. Może się mylę, ale to chyba nie jest muzyka, do jakiej przyzwyczaiła (?) nas scena USBM. Astral Alchemy lubuje się w woltach stylistycznych i na tej płycie mamy na to sporo dowodów. Pig squeele w „Stars of Ruin” , pozaziemskie plumkanie w „Collapse of the Cosmos” , melorecytacje z „Tria Prima Offering to the Great Serpent” i inne patenty, które polecam odkrywać samemu, kotłują się niczym mikstura w kociołku czarnoksiężnika. I byłoby to raczej niestrawne połączenie gdyby nie fakt, że w zaskakujący sposób wszystkie składniki „ Weaving Chilling Magical Dreamworlds” tworzą dość „smaczną”, choć nieco surową i niedogotowaną potrawkę.
Trudno mówić o jakiejś przesadnej oryginalności muzyki Astral Alchemy. Zespół, jak sama nazwa wskazuje, bawi się w trochę „transmutację metali” poprzez łączenie różnych riffów zaczerpniętych od tuzów gatunku. Pewnie, gdyby się intensywnie wsłuchiwać, znalazłyby się tu jakieś riffy inspirowane Dissection czy norweską drugą falą, ale tu chyba nie o to chodzi w muzyce Amerykanów. To nie jest kolejny projekt bazujący na nostalgii. To raczej taki muzyczny amalgamat stylów i środków wyrazu nagrany bez obaw przed krytyką, która pewnie spadnie na zespół ze strony „prawdziwków”. Ta mocno „larpowa”, niskobudżetowa okładka, estetyka zdjęć promocyjnych i klipu, na pierwszy rzut oka, może wydać się nieco przerysowana. Oczywiście sięganie po pomysły rodem z gier RPG czy książek fantasy nie są niczym nowym w black metalu (np. Summoning). Myślę, że tworzący Astral Alchemy muzycy też dobrze o tym wiedzą. Zarówno He Who Walks Under the Moon Blood (odpowiedzialny za gitarę, bas i wokale) jak i He Who Wields Twin Scepters of Malice (perkusja) celowo prezentują nieco mniej epicką wersję tego typu grania i jest to celowy zabieg mający umożliwić Astral Alchemy pójście swoją własną drogą niekoniecznie tylko po śladach wielkich zespołów, które były przed nimi.
Werdykt? Uważam też, że mimo pewnych mankamentów materiał „Weaving Chilling Magical Dreamworlds” może się spodobać wszystkim, którzy nie boją się eksperymentów w black metalu. Z bardziej ukierunkowanym i mniej eklektycznym podejściem alchemiczne zabawy Nowojorczyków mogą porwać na następnej płycie znacznie więcej osób. Póki co warto dać szansę temu debiutowi. Szczególnie, jeśli macie „otwartą głowę”…
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Recenzje









