AngielskiPolski
Koszyk 0
Twój koszyk jest pusty...
Strona główna » Blog » Wywiady » ADAM PIĘTAK (Królówczana Smuga) - "relacjonuję życie do obskurnych bitów"
  • wrzesien

Prześlij nam swój adres e-mail, a my powiadomimy Cię o nowych produktach, najlepszych cenach, promocjach i wyprzedażach.

 
  • Ilość produktów: 396
  • Ilość kategorii: 33
  • Ilość promocji: 38
  • Ilość nowości: 29
  • Aktualnie klientów na stronie: 2
  • Sklep odwiedziło: 1296518 klientów
  • Sklep działa od: 09-01-2015

ADAM PIĘTAK (Królówczana Smuga) - "relacjonuję życie do obskurnych bitów"

Autor: Fabian Filiks Data dodania: 07-09-2026 Wyświetleń: 572
alt
Fot. Dominika Macocha

Adam Piętak to biłgorajski freak-horror folklorysta, wyjątkowy i oryginalny twórca, który konsekwentnie rozwija swoje muzyczne wcielenie znane, jako Królówczana Smuga. Dziesiątki zagranych koncertów, kilka płyt na koncie i ugruntowana „fanbaza” to solidne muzyczne CV. Złapaliśmy się w tzw. "międzyczasie" żeby porozmawiać o fenomenie tego projektu i o rożnych aspektach "smużenia"...  

Adam, niedawno wróciłeś z Brutal Assault. Z tego, co widziałem zostałeś dość entuzjastycznie przyjęty przez publiczność…

Oj tak, przygoda życia trochę. Wszystko się zgadzało, od organizacji, nagłośnienia po publiczność i ich reakcje. Miałem obawy, czy jeżeli w jednym momencie na festiwalu trwają koncerty na 4 scenach jednocześnie to czy ktokolwiek wybierze się na mój występ, zwłaszcza, że miejsce, w którym grałem, jako jedyne znajdowało się wewnątrz budynku gdzie było mega gorąco… ku memu zaskoczeniu sala pękała w szwach, a gdyby nie maska to moja szczęka gdzieś tam walała się po podłodze z wrażenia.

Myślisz, że to już ten moment by Smuga rozpostarła się tudzież roztarła poza Polską? 

Zdecydowanie tak, występowałem już w dwukrotnie w Niemczech, Austrii, Słowacji i teraz Czechach, za każdym razem reakcje na twarzach publiczności są bardzo podobne – uśmiech, ale i przerażenie zarazem. Myślę, że zagranica jest bardzo ciekawa polskiej muzyki, kultury w ogóle. 

Pełna zgoda, ale zróbmy ukłon w kierunku osób, które na naszym podwórku nie syłszeli o Twoim muzycznym wcieleniu. Bądź tak łaskaw i przedstaw proszę naszym czytelnikom Królówczanę Smugę.

Królówczana Smuga to mój autorski projekt muzyczno-wizualny, który wyrósł z potrzeby opowiedzenia o moim związku z Biłgorajem. W projekcie sięgam do lokalnego folkloru i historii, omijając jednak ich tradycyjną czy idealizowaną formę. Interesuje mnie to, co trudne, niewygodne, zapomniane i wyparte — próbuję wydobyć te wątki na powierzchnię i przefiltrować przez własną wrażliwość. Łączę zdeformowane brzmienie gitary, elektronikę, eksperymenty oraz wokal - krzyk, ale i mowę. Nieodzownym elementem jest warstwa wizualna. Maska i strój Królówczanej Smugi to moja autorska, celowo zinterpretowana wersja tradycyjnego ubioru biłgorajsko-tarnogrodzkiego. Traktuję ten projekt, jako żywy, współczesny folklor — opowieść o miejscu, z którego pochodzę, podaną po swojemu: mrocznie, absurdalnie i prowokacyjnie.

alt
Fot. Jan Krzysztof Leon (https://www.instagram.com/jangomaango)

Zatrzymajmy się tu na chwilę, bo patrząc na twórczość "Królówczany Smugi" nie można tu nie zapytać o te wszystkie „wątki folklorystyczne” w Twojej muzyce. Na ile ta ludowość faktycznie Ci w duszy gra?

Myślę, że gra bardzo głośno, choć może nie była zaimplementowana świadomie. Long story short - mojej babci siostra śpiewała w ludowym zespole – Jarzębina. Co jakiś czas w moim rodzinnym Biłgoraju odbywało się coś takiego, że do lokalnej parafii przybywała jakaś święta relikwia – obraz, figura – można było sobie je „wypożyczyć” do domu na dobę (chyba, może chwilę dłużej). Wtedy rodzina wspólnie się modliła – bardzo tego nie lubiłem, miałem może 10-12 lat, wolałem oczywiście w tym czasie biegać za piłką. Moja babcia zawsze zapraszała na tę okoliczność siostrę wraz z jej koleżankami, również śpiewaczkami. No i gdy te panie zaczynały śpiewać – nie wiedziałem gdzie uciekać. Było to dla mnie absolutnie przerażające. Stare baby wyją jak zarzynane kozy – taki obraz miałem wówczas. Pokój 3x4m, kilkanaście osób w środku – koszmar. Przerażenie połączenie z dziwną fascynacją. Dziś, kiedy czytam komentarze pod moimi filmami z koncertów i widzę „chciałbym umieć wywoływać w ludziach taki dyskomfort” to czuję, że to wraca, te emocje i teraz to moja muzyka wyje.

Myślę, że te emocje można by jeszcze podkręcić np. rozszerzeniem instrumentarium. Dlatego zapytam wprost: kiedy zobaczymy Cię na scenie z suką biłgorajską?

Witam, chyba nigdy :) z suką biłgorajska jest trochę problematycznie, bo ona wg różnych źródeł tylko z nazwy jest biłgorajska, wiele wskazuje na to, że pochodzi spod biłgorajskiej wsi – Kocudza (czasem mówi się o Janowie Lubelskim), a co więcej prawdopodobnie wywodzi się z kultury tatarskiej, ponieważ w XVI wieku wojska tatarskie najeżdżały tereny Lubelszczyzny a Kocudza stała się miejscem przetrzymywania przez Jana Zamoyskiego jeńców wojennych właśnie tej narodowości, którzy prawdopodobnie przywieźli ze sobą pierwowzór suki. 
 
Dobrze, zostawmy sukę i skupmy się na artyście "pod maską". Z tego, co się orientuję pobierałeś kiedyś lekcje gry na gitarze, ale zamiast konserwatorium wybrałeś gdańskie ASP. O ile w sferze wizualnej KS wydaje się być spójna to Twoja muzyka to istny gatunkowy miszmasz…

Jakiś czas temu ogłosiłem światu pracę nad „innym” muzycznym projektem. Po stworzeniu 5 utworów stwierdziłem – kurwa, przecież to się niczym nie różni od Królówczanej Smugi XD Wniosek z tego taki, że nie umiem się rozdrabniać w muzyce, „lubię łączyć wszystko to co lubię” i czego doświadczyłem w życiu. Może się powtarzam, ale to trochę jak z leczo, albo bigosem – nie ważne, co tam wrzucisz, zawsze będzie pasować (przynajmniej dla mnie).

No właśnie. Częściowo przez te "połączenia" powierzchownie mogłoby się wydawać, że Królówczana Smuga to projekt „z przymrużeniem oka”. Ale w sferze lirycznej poruszasz przecież poważne tematy. Celowy zabieg czy może wrodzona przekora?

Bardzo trafne spostrzeżenie. Myślę, że jest w tym trochę figury Stańczyka z obrazu Matejki. Pod pozorem żartu skrywa się przykra prawda. Możliwe, że wiele na tym tracę, gdyż niektórzy widząc chłopa w spódnicy i z koralami na szyi mogą w szybki sposób zaszufladkować projekt w swojej szafie skojarzeń. Dlatego bardzo cenię sobie jakość a nie ilość odbiorców, tych którzy weszli głębiej (chciałoby się rzec pod spódnicę heh) i zrozumieli, że strój jest pretekstem do zagłębienia się w przerażającą naturę człowieka, białym króliczkiem, którego trzeba gonić by poznać prawdę.

Myślisz, że artysta powinien być zaangażowany np. politycznie czy społecznie? 

Uważam, że wszystko jest polityką, od początku do końca, od narodzin aż po śmierć. Więc trudno być obojętnym, można być ewentualnie nieświadomym. Jestem zdania, że sztuka powinna angażować ludzi, przede wszystkim do myślenia, do patrzenia inaczej niż przedstawiają to media, polityka, religia. Nie da się robić przyjemnych rzeczy, gdy dookoła panuje niesprawiedliwość i cierpienie. Niektórzy chcą o tym zapominać, odwracać wzrok. Poniekąd to rozumiem, sam jestem zmęczony przesytem informacji i potrzebuję się odmóżdżać. Jednakże znajduję też czas żeby krytycznie spojrzeć na otaczająca mnie rzeczywistość i zadawać pytania. 

alt
Fot. Natasza Jakubowska

Skoro jesteśmy już przy zaangażowaniu… Na scenie jesteś bardzo żywiołowy a Twoje koncerty przypominają performans, który łamie podział artysta / publiczność. Dosłownie wciągasz tych ludzi do swojego świata…

Lubię, gdy publiczność staje się częścią przedstawienia, współtworzy go, a scena przestaje być granicą. Projekt staje się wtedy niemal dosłownie namacalny, a nie nieosiągalny. Myślę, ze dzięki temu zabiegowi więź z odbiorcami zaciska się jeszcze bardziej.

I ludziom się to chyba podoba. Graliśmy razem kilka koncertów i zauważyłem, że masz naprawdę oddanych fanów. To ludzie, którzy nie tylko świadomie przychodzą na Twoje koncerty, ale w jakiś sposób stają się „emanacjami” Królówczany Smugi poprzez stroje, gadżety czy nawet… jedzenie, które dla Ciebie przygotowują! Jaki masz stosunek do własnej popularności?

Ha, to fakt, mam najlepszych fanów na świecie :D przyznam, że trochę jestem tym zaskoczony i za każdym razem zaskakują mnie coraz bardziej. Bez dwóch zdań uważam, że jest to mój największy sukces. Zryłem tym ludziom banie, po prostu. Ktoś poświęca swój cenny czas żeby przygotować mój portret, obraz, grafikę, laleczkę czy… piroga biłgorajskiego (lokalne danie wywodzące się z Biłgoraja) i w dodatku przekazuje mi to!  Jestem absolutnie za każdym razem wzruszony. Wtedy czuję, że ten projekt jest już czymś więcej niż mi się wydawało i tym bardziej czuję wielką odpowiedzialność za to, co robię, mówię i tych ludzi, których nie mogę zawieść za to ich całe poświęcenie się.

alt
Fot. Dominika Macocha

W świecie zalewanym slopem AI i mnóstwem zespołów, które imitują swoich idoli, Królówczana Smuga zdaje się iść własną ścieżką. Nie kusi Cię, żeby pójść w nieco bardziej „popularnym” tudzież „łatwiejszym” kierunku?

Jak wiemy pieniądze nie śmierdzą i fajnie byłoby żyć wyłącznie z muzyki, ale jestem świadomy tego, że aby to osiągnąć w szybkim tempie musiałbym totalnie podporządkować się pod obecną koniunkturę, wyzbywając się poczucia wstydu – a tego nie chcę. Fakt, folkor przeżywa teraz swój kolejny renesans, coraz więcej artystów, artystek, którzy do tej pory nie mieli za wiele z folkiem wspólnego nagle wprowadzają go w swojej twórczości. Jest to trochę zastanawiające. I tak, mógłbym teraz wyposażyć się w czaszkę wiewiórki i stukając patyczkiem śpiewać coś o chochołach, strzygach i innych swarożycach. Na pewno trafiłoby to na podatniejszy grunt – ale – totalnie tego nie czuję. Zacytuję fragment utworu z nadchodzącego albumu, który chyba najlepiej podsumuje temat – „[...]nie ma tu wikingów i słowiańskich mitów, relacjonuję życie do obskurnych bitów”.

Skoro już jesteśmy przy „ścieżkach” (jakkolwiek to nie brzmi) pozwól, że zapytam o to co dalej? Wspominasz, że gdzieś tam majaczy na horyzoncie nowa płyta. Wnioskuję, że wczesnej emerytury chyba nie planujesz?

Oj nie planuję, choć wisi nade mną widmo operacji - wymiany zastawki aortalnej, co jest już pewne i zmieni bieg twórczych zmagań Smugi. Kiedy to nastąpi? Trudno powiedzieć, to trochę bomba z opóźnionym zapłonem i należy odpowiednio wcześniej zareagować. Z czym się to będzie wiązało? Zobaczymy, na razie jest co robić i siły nie ubywa. W grudniu możemy spodziewać się obchodów 10-lecia działalności twórczej Królówczanej Smugi, będą one miały miejsce w moim rodzinnym Biłgoraju, w niezwykle klimatycznym i pasującym wizualnie miejscu – Restauracji Sitarskiej. Będzie to też idealna okazja na premierę mojej kolejnej płyty zatytułowanej „Freak Horror Folk””. Zachęcam do śledzenia poczynań zamaskowanego Biłgorajaka na social mediach, tam dowiedzie się na pewno więcej szczegółów.

Życzymy Ci w takim razie szybkiego powrotu do zdrowia! Na koniec zapytam przewrotnie. Co jest dla Ciebie ważniejsze w życiu? Sport, patriotyzm, militaria czy może abrakadabra, czary i magia?

Gdybym był linoskoczkiem powiedziałbym: tylko równowaga nas uratuje, a że nie jestem po wiem, sok z gumijagód najlepiej smakuje po biegach przez płotki...





 

Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Wywiady

Reklama

Bestsellery

Newsletter

 

Korzystanie z tej witryny oznacza wyrażenie zgody na wykorzystanie plików cookies. Więcej informacji możesz znaleźć w naszej Polityce Cookies.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu