AngielskiPolski
Koszyk 0
Twój koszyk jest pusty...
Strona główna » Blog » Recenzje » WINTERFYLLETH – „The Unyielding Season” (2026)
  • sauron

Prześlij nam swój adres e-mail, a my powiadomimy Cię o nowych produktach, najlepszych cenach, promocjach i wyprzedażach.

 
  • Ilość produktów: 401
  • Ilość kategorii: 33
  • Ilość promocji: 38
  • Ilość nowości: 32
  • Aktualnie klientów na stronie: 5
  • Sklep odwiedziło: 1337227 klientów
  • Sklep działa od: 09-01-2015

WINTERFYLLETH – „The Unyielding Season” (2026)

Data dodania: 14-10-2026 Wyświetleń: 195
alt

WINTERFYLLETH – „The Unyielding Season” (2026)
Napalm Records

Choć album The Unyielding Season ujrzał światło dzienne w marcu tego roku, opublikowanie recenzji płyty w październiku brzmi bardziej sensownie. Dlaczego? Otóż nazwa zespołu Winterfylleth pochodzi od staroangielskiego wyrazu winterfylleþ, oznaczającego to, co dziś anglosasi nazywają October. Ponadto dziewiąty krążek studyjny brytyjskiego kwintetu to materiał, który z każdym kolejnym odsłuchem nabiera pełniejszego znaczenia, a na to potrzeba czasu.

Od wydania debiutu w 2008 roku muzycy przyzwyczaili nas do solidnej regularności swoich wydawnictw, publikując nowy długograj co dwa lata (z przerwą w roku 2022). Często zdarza się, że swoista stachanowszczyzna w muzyce nie popłaca – szybkie tempo prac może zabijać kreatywność, przekładając się na recykling pomysłów i wtórność. W przypadku Winterfylleth mamy jednak do czynienia z odwrotną sytuacją. Wystarczy zestawić tegoroczną premierę w postaci The Unyielding Season z płytą The Hallowing of Heirdom z 2018 roku, aby przekonać się o szerokim spektrum możliwości Brytyjczyków.

Tym razem grupa zdecydowała się szukać harmonii pomiędzy surowością a melodyjnością, co archiwiści mogliby zaszufladkować jako melodic black metal i atmospheric black metal. Już w kompozycji Heroes of a Hundred Fields da się wyczuć to znane z rodzimej sceny mgliste podejście do tematu (pun intended). Można odnieść wrażenie, że każdy dźwięk jest przemyślany i trafia tam, gdzie powinien, aczkolwiek subtelne zmiany tempa wcale nie są zapowiedzią tego, co członkowie Winterfylleth mają dla nas w kolejnych dziewięciu odsłonach swojej wyobraźni.

Numer otwierający chyba najbardziej przypadł mi do gustu i lubię do niego wracać. Współgra z nim zresztą czwarty na liście Perdition’s Flame , bazujący na podobnych inspiracjach szwedzkim melodyjnym czarnym metalem z delikatnymi klawiszami w tle. Pierwsze cztery kawałki w ogóle są całkiem spójne i można potraktować tę część albumu jako pewną całość. Dalej mamy tytułowy The Unyielding Season , którego warstwa instrumentalna jest mniej agresywna, a bardziej skupiona na melodiach i wolniejszym tempie, co nie zawsze wychodzi na plus w twórczości Winterfylleth. Odnoszę wrażenie, że zespół lepiej odnajduje się w bezkompromisowości ledwie podszytej atmosferycznymi elementami, lecz gdy zaczynają one dominować w ich metalowych kompozycjach, „pompa” spada i rozmywa się.

Trzeba też pamiętać, że pięcioosobowy band z Manchesteru często serwuje swoim fanom odwołania do folku, co usłyszeć można w Unspoken Elegy z gościnnym udziałem wiolonczelisty Arthura Thomspona, który brał już udział w nagraniach do poprzedniej płyty grupy, The Imperious Horizon z 2024 roku. Senny romans gitary klasycznej z instrumentem smyczkowym usypia czujność, a przedłużeniem spokoju jest In Ashen Wake , a przynajmniej jego instrumentalne intro rodem z dokonań twórców dungeon synth. Po niespełna dwóch minutach syntezatorów na scenę wkracza gitara elektryczna, a po kolejnej minucie reszta zespołu. Najdłuższy numer na krążku to poniekąd powrót do punktu wyjścia – równie solidny monument, co otwierający album Heroes of a Hundred Fields .

Towards Elysium również dostarcza, choć wielowarstwowość blackowej kompozycji nie zaskakuje, jeśli umieści się ją w kontekście całej dyskografii zespołu. Podobnie jak Where Dreams Once Grew , które ponownie ujawnia zamiłowanie Winterfylleth do folku.

Na koniec grupa pokazuje zupełnie inną twarz, biorąc na warsztat utwór Enchantment z portfolio Paradise Lost, otwierający jedną z klasycznych płyt pionierów death-doom metalu, a mianowicie Draconian Times z 1995 roku. Ciekawy dobór repertuaru, wziąwszy pod uwagę fakt, iż na poprzedniej płycie muzycy coverowali The Majesty of the Night Sky Emperora. Osobiście lubię, gdy twórcy metalu sięgają po twórczość starszych kolegów po fachu, choć mam wrażenie, że ostatnio coraz rzadziej trafiam na interesujące reinterpretacje oryginałów. Winterfylleth nie odkrywa ognia na nowo, ale też nie stara się udowodnić, że czarne jest białe, a białe czarne. Ot, cover. Może gdyby zagrany we własnej stylistyce, miałby większą siłę rażenia. Na myśl przychodzi mi tu niemiecki Revel In Flesh i ich wersje takich klasyków jak Doctor Doctor zespołu UFO czy All I Had (I Gave) kapeli Crowbar. Skuteczny cover nie może być kopią oryginału – powinien wydobywać z materiału źródłowego coś nowego. W tym przypadku Brytyjczycy nieco mnie zawiedli.

Album The Unyielding Season ma sporo mocnych momentów, które zapadają w pamięć i aż się proszą, by dodać je do jakiejś podręcznej playlisty. Szczególnie godne odnotowania są kompozycje, w których kwintet sięga po katońskie, ostre i agresywne rżnięcie. Jest tu parę nieuzasadnionych decyzji, które jednak nie powinny dziwić, gdy zna się dotychczasową twórczość grupy. Ja sam trafiłem na Winterfylleth w 2018 roku, gdy wychodziła ich folkowa płyta The Hallowing of Heirdom , rozpoczynająca się od popularnego utworu The Shepherd . Jakież było moje zaskoczenie, gdy sięgnąłem po wcześniejsze dokonania zespołu, ukazujące zupełnie inne, black metalowe oblicze zespołu – to, które tygryski lubią najbardziej. 

Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Recenzje

Reklama

Bestsellery

Newsletter

 

Korzystanie z tej witryny oznacza wyrażenie zgody na wykorzystanie plików cookies. Więcej informacji możesz znaleźć w naszej Polityce Cookies.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu