SORCERY - „The Immaculate Sin” (2026)
Autor: Fabian Filiks
Data dodania: 27-10-2026
Wyświetleń: 114

SORCERY - „The Immaculate Sin” (2026)
Xtreem Music
Ostatnio mamy do czynienia prawdziwą klęska urodzaju w postaci niezłych płyt nagrywanych przez metalowych weteranów (np. ostatni Coroner czy Corrosion of Conformity). Szwedzkie Sorcery po siedmiu latach od całkiem przyzwoitego „Necessery Excess of Violence” właśnie wypuścili swoje najnowsze dzieło „The Immaculate Sin” pod skrzydłami Xtreem Music. Sorcery to zespół, którego korzenie sięgają końcówki lat 80-tych. Debiutowali w 1991 roku płytą „Bloodchilling Times” i niedługo później zniknęli z radaru na długie lata ustępując miejsca takim załogom jak Entombed, Dismember czy Grave. Wrócili po dwóch dekadach i od tamtej pory w miarę regularnie nagrywają kolejne płyty. Trzeba dodać, że zespół poniżej pewnego poziomu nie schodzi. I tak też jest na „The Immaculate Sin” , które może będzie dla nich tym, czym „Krytyka czystego rozumu” dla Kanta?
„The Immaculate Sin” to solidny album wypełniony po brzegi nieco melodyjnym death metalem. W założeniu te utwory wydają się być raczej nieskomplikowane i dość bezpośrednie. Jest to krążek w pewnym sensie „klasyczny” dla tej sceny, co sprawia, że już od pierwszych taktów „Shadowborn” czuć powiew wichrów z północy. Umiarkowane tempa i przewidywalna struktura pozwalają bez trudu odgadnąć przebieg utworów (np. w „Paralyzed” czy „The Door To My Black Soul” ) a czytelność produkcji, która jest tu zasługą Williama Blackmona sprawia, że po prostu dobrze się tego słucha. Mam trochę jak inżynier Mamoń i też podobają mi się piosenki, które już raz słyszałem. Ale to nie jest zarzut. Bo Sorcery nie kopiuje kolegów (choć czasem da się odczuć tu jakieś wpływy Unleashed). To jest zespół do bólu szwedzki i gra właśnie taki death metal jakiego się spodziewamy po tej scenie. Czasem dorzuci do pieca ( „The Exorcist” ), podkręci tempo („Terminate” ), żeby chwilę później totalnie rozwalcować słuchacza(„The Flood”). To świadczy o pewnej dramaturgii na „The Immaculate Sin” i sprawia, że płyta się nie nudzi. Trzy kwadranse z Sorcery mijają bardzo szybko i prowokują do ponownego odtworzenia, co jest chyba najlepszą rekomendacją dla tej płyty.
Myślę, że siłą „The Immaculate Sin” jest oparcie na dość solidnych fundamentach gatunkowych oraz taka aranżacja utworów, która pozwoliła Szwedom uniknąć nudy. Ola Malmström podaje teksty w zróżnicowany sposób, co momentami odwraca uwagę od jakiejś tam powtarzalności gitarowych patentów. Wszystkie pozostałe elementy układanki (bas i perkusja) są na swoim miejscu i całościowo robią bardzo dobre wrażenie. Nie wiem czy „The Immaculate Sin” jest w stanie przebić „Arrival at Six” , ale wydaje się ,że jest to najmocniejsza propozycja ekipy z Sandviken od dekady. Patrząc na „przebieg” zespołu i wiek muzyków jest to sporym osiągnięciem. Kto wie, może życie faktycznie zaczyna się po pięćdziesiątce?
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Recenzje

SORCERY - „The Immaculate Sin” (2026)
Xtreem Music
Ostatnio mamy do czynienia prawdziwą klęska urodzaju w postaci niezłych płyt nagrywanych przez metalowych weteranów (np. ostatni Coroner czy Corrosion of Conformity). Szwedzkie Sorcery po siedmiu latach od całkiem przyzwoitego „Necessery Excess of Violence” właśnie wypuścili swoje najnowsze dzieło „The Immaculate Sin” pod skrzydłami Xtreem Music. Sorcery to zespół, którego korzenie sięgają końcówki lat 80-tych. Debiutowali w 1991 roku płytą „Bloodchilling Times” i niedługo później zniknęli z radaru na długie lata ustępując miejsca takim załogom jak Entombed, Dismember czy Grave. Wrócili po dwóch dekadach i od tamtej pory w miarę regularnie nagrywają kolejne płyty. Trzeba dodać, że zespół poniżej pewnego poziomu nie schodzi. I tak też jest na „The Immaculate Sin” , które może będzie dla nich tym, czym „Krytyka czystego rozumu” dla Kanta?
„The Immaculate Sin” to solidny album wypełniony po brzegi nieco melodyjnym death metalem. W założeniu te utwory wydają się być raczej nieskomplikowane i dość bezpośrednie. Jest to krążek w pewnym sensie „klasyczny” dla tej sceny, co sprawia, że już od pierwszych taktów „Shadowborn” czuć powiew wichrów z północy. Umiarkowane tempa i przewidywalna struktura pozwalają bez trudu odgadnąć przebieg utworów (np. w „Paralyzed” czy „The Door To My Black Soul” ) a czytelność produkcji, która jest tu zasługą Williama Blackmona sprawia, że po prostu dobrze się tego słucha. Mam trochę jak inżynier Mamoń i też podobają mi się piosenki, które już raz słyszałem. Ale to nie jest zarzut. Bo Sorcery nie kopiuje kolegów (choć czasem da się odczuć tu jakieś wpływy Unleashed). To jest zespół do bólu szwedzki i gra właśnie taki death metal jakiego się spodziewamy po tej scenie. Czasem dorzuci do pieca ( „The Exorcist” ), podkręci tempo („Terminate” ), żeby chwilę później totalnie rozwalcować słuchacza(„The Flood”). To świadczy o pewnej dramaturgii na „The Immaculate Sin” i sprawia, że płyta się nie nudzi. Trzy kwadranse z Sorcery mijają bardzo szybko i prowokują do ponownego odtworzenia, co jest chyba najlepszą rekomendacją dla tej płyty.
Myślę, że siłą „The Immaculate Sin” jest oparcie na dość solidnych fundamentach gatunkowych oraz taka aranżacja utworów, która pozwoliła Szwedom uniknąć nudy. Ola Malmström podaje teksty w zróżnicowany sposób, co momentami odwraca uwagę od jakiejś tam powtarzalności gitarowych patentów. Wszystkie pozostałe elementy układanki (bas i perkusja) są na swoim miejscu i całościowo robią bardzo dobre wrażenie. Nie wiem czy „The Immaculate Sin” jest w stanie przebić „Arrival at Six” , ale wydaje się ,że jest to najmocniejsza propozycja ekipy z Sandviken od dekady. Patrząc na „przebieg” zespołu i wiek muzyków jest to sporym osiągnięciem. Kto wie, może życie faktycznie zaczyna się po pięćdziesiątce?
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Recenzje








